20.04.2010

nabijam się na pal

nie wiem czy to przez wypływy z tego islandzkiego wulkanu, ale wyraźnie zaczynam popadać w histerię i to już o wiele bardziej niż skrajną. J. by na pewno w takich sytuacjach zapodał na zakręcie jandy, ja na razie zapodaję jarretta i męczę sun bear concerty aż do zdarcia ucha środkowego. co ja mówię, ucha środkowego!, aż do zdarcia kosteczki słuchowej, ślimaczka, nerwiku słuchowego. ech te nerwiki, wykończą mnie nerwowo. a to wszystko przez to, że nie umiem się dobrze wpisać w nowe plany życiowe. po pierwsze być może dlatego, że ich nie mam, a po drugie, to nie wypisałam się jeszcze ze starych. nabywam chorobę przez zasiedzenie i to mnie przeraża najbardziej. jedyną osobą, która wczuwa się w moje buty jest kashianka, taki rudzik, który trzyma mnie w pionie, gdy chcę walić łebą w płot. pachpachpach. powalę sobie w myślach, zawsze to lepsze, niż później w realu tłumaczyć wszystkim, że przypadkowo wpadłam na płot tudzież poślizgnęłam się na skorupce od jajka. a tak, zupełnie bezpiecznie dla ziemskiej powłoki, nabijam się na pal własnych myśli i tylko moje ego zmniejsza się intensywnie. palpalpal. chyba jednak muszę wejść na balkon szóstego piętra, popatrzeć na ludzi z góry i poczuć wyższość moralną. bez swoich wyobrażeń niszczeję.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz