30.04.2010
stalowa magnolia
alejka po obu stronach pachnie tulipanami. gdzieniegdzie wyglądają zza trawy szafirki. fioleci się też hiacyntami. żonkili mleczami. wiatr jest łagodny, ale ocieka chłodem. wokoło cisza. tylko niekiedy ptaki przygłusza sąsiad z wiertarką. inny sąsiad wyprowadza króliki na spacer. mają długie uszy i zamiatają nimi muszelki ślimaków, które odpadają z płotów murów i drzew. dzikie koty pochowane w krzakach polują na kosy. ludzie rozmawiają przy furtkach, rozpalają grille, pielą grządki. słońce odbija się na białych stronach ricoeur'a i razi w oczy. nagle na dróżce, zza świerku wyłania się biała kulka z krzywymi zębami. ma dziewięć lat i nazywa się maksymilian. jego pani woła na niego maksiu i przywołuje do siebie. maksiu jednak nie reaguje i ociężale spaceruje wokół naszych tuj, siada koło stolika i wykrzywia zęby w kierunku cynamono-jabłkowych ciastek. jego pani dołącza do nas pośpiesznie, chwali altankę i z uśmiechem przyjmuje zaproszenie na kawę. "tylko słabą, panienko". ma ponad osiemdziesiąt lat. stalowe włosy nienagannie ścięte w wyjątkowo modnej aranżacji. opowiada o życiu. o tym, jak to powtórnie wyszła za mąż dwa lata tamu, za mężczyznę, który dobry jest, bardzo dobry jest. nie krzyczy. cichutko mówi. nie jest za ładny, ale jak ubierze garnitur do kościoła, to ładnie wygląda. mówi do mnie "panienko" i wyraźnie zaciąga po niemiecku. jej córka, rozwódka, jak się szybko dowiedziałyśmy, obserwuje nas zza płotu i niby łaknąc słońca, łyka na nas co chwila. rozmowa toczy się może jeszcze z minut trzydzieści, aż maksymilian wyraźnie znudzony postanawia wrócić na swoją część ogródka. a ja wracam do ricoeur'a, co chwila jednak wracając myślami do stalowej magnolii.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz