13.06.2010

gun shot czyli wedding pic

wycieczka rowerowa u kashianki była prawdziwym orzeźwieniem na moje zastygłe mięśnie. do tego pstrąg z warzywami, przejażdżka navarą i idylla ożarowicka pełną parą. a wieczorem używki słowne z rysią, dwa pstryczki w nos, parę kuref, chyba dwa hóje i jak się nie mylę: całkiem mały dół. do tego milijiony łedding shotów i jedna złota puenta: każda czeka na swój shot. shit. shot. shit mother fucker fuck shit shot.

4 komentarze:

  1. Ech Aguś, jaki shit? Miłość jest śliczna i jeśli ludzie sie dla niej żenią to jest nawet piękne. Każdy znajdzie swego, musi tylko umieć szukać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. tak. z akcentem na "nawet" ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. to Ty umiesz przeklinać? :P

    OdpowiedzUsuń
  4. ja? chyba mnie z kim pomyliłaś.

    OdpowiedzUsuń