21.04.2011

bez tytułu. kwitną żonkile

wizyta w komisariacie policji upłynęła w atmosferze wzajemnego zrozumienia i niespełnionych nadziei. pan komisarz zrozumiał moje poświęcenie pojawienia się u niego z samego rana w mój wolny wielkoczwartkowy dzień, a ja przytakiwałam pełna zrozumienia dla biurokratycznego potwora, którego trzeba było nakarmić. co się zaś tyczy niespełnionych nadziei, to pan komisarz był przekonany, że się nie stawię dzisiaj u niego, a ja miałam nadzieję na postępy w śledztwie. oboje zrobiliśmy nerwowe miny do kiepskiej gry, a miodowo-musztardowe biurko w wydziale kryminalnym, pokryte srebrną warstwą miękkiego kurzu nie miało nic wspólnego z ulotnością i subtelnością chwili.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz