7.05.2011
mr. shoe
uroda ludzka nie zna granic. rysia ma adoratora, który aparycją nie różni się od ściany i jest równie pociągający jak kawałek zwisającego tynku. pan klapek charakteryzuje się jednak dobrym gustem muzycznym i ponadprzeciętnym intelektualnym obyciem. niestety, jak to klapek, brak mu pazura. taki laciek, papuć który nie zasługuje nawet na bycie mr. shoe, co najwyżej panem butem. pan but dobrze go określa. solidna konstrukcja, praktyczna, twarde brzmienie - ale niestety na tym cała jego twardość się kończy. to smutne. bo mr. shoe - ze swoimi loczkami przypominajacymi czułki obcego, okularkami zawijającymi się za uszami w kłębek - nie jest wokulskim z lalki, ale lalką rysi, która wyciąga go z pudełeczka, tylko wtedy, kiedy chce porozmawiać o czymś, co nie przypomina hamburgerów z budki z piwem. jego twarz może mówić: mielony z buraczkami, ale jego dusza woła: przestworza oceanu!. Cały ambaras niestety w tym, że jego ciało niestety nigdy nie zawoła: udziec z dzika, co najwyżej: "mucha na dziko". i właśnie w tym momencie, kiedy chciałam skończyć swoją opowieść jeszcze bardziej ciekawą kulinarną puentą, rysia krzyczy: "daj mu spokój, dobry chłopak, młody jeszcze nie zepsuty". och rysiu. problem w tym, że to nie ja mu daje spokój, tylko ty. nie chcesz mu pokazać swojego ogrodu, a w twoim ogrodzie smutek gości i długa zima (lubisz przecież rege). może zatem warto założyć klapki i pobuszować w zbożu. klapki jak wiadomo dobrze się noszą. a ten jest nowy, nieznoszony. czeka na swoje kopyto. "rysiu! bądź kopytem" - woła młody klapek w zaciszu swojego pokoju, w którym gęsim piórem tatuuje sobie twoje imię na brzuchu, bo rękę ma za chudą, a inne członki nie domagają. "rysiu! bądź kopytem".
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz