turnera, ale będzie na razie o związkach, bo oczywiście wczesno-popołudniową porą dokarmiam swój mózg artykułami z życia gwiazd, żeby nie wypadł z obiegu i nie stał się za bardzo logiczny, sterylny i pretensjonalny. bo co tu dużo mówić, jedni lubią gry komputerowe, inni rozwiązują krzyżówki, a ja czasem skrobie zwojem mózgowym po celebryckim lajfie. i tak sobie czytam, jak więckiewicz rozprawia o życiu [tutaj sobie rozprawia]. oczywiście marketingowo. czyni to. gdyby jednak wszystkie nasze gwiazdki lansowały się równie mądrze i wrażliwie, to ja bym była pierwsza do prenumeraty "party" i "vivy". poza tym, od czasu do czasu lubię sobie watą cukrową wypchać mózg. najlepiej różową, żeby było bardziej słodko i niezdrowo. zresztą, prawą półkulę mam większą i niekształtną, więc więcej papy wejdzie. więckiewicz mówi, że nie wierzy w idealne związki. to oczywiście banalne jak kaszka z bananem. ale zaraz potem dodaje [a ja parafrazuję], że stały związek jest gwarantem poznania siebie samego. że zmienianie partnerów stawia nas ciągle w przedbiegach i wyklucza jakikolwiek postęp. to tak jakbyśmy chcieli zaczynać i kończyć książkę na pierwszym rozdziale. i tu więckiewicz mówi: "Mam poczucie, że im głębiej wchodzimy w kogoś, tym głębiej wchodzimy w siebie, więc to interesujące, że ta konfrontacja działa pozytywnie na jedną i na drugą stronę". motyle w brzuchu i odbycie są oczywiście ciekawe. cielesne wygibasy na kanapie i klozecie - również. ale nic, absolutnie nic, nie zastąpi głębokiej czułości i wrażliwego zrozumienia, kiedy poznając jego - poznaję siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz