29.09.2010
di en oł (DNO)
"rzadko się zdarzają kobiety, które nie są z gruntu krowami albo służącymi - a wtedy są to wiedźmy lub wróżki". ja ostatnio jestem osłem. toznaczy oślicą. nie powiem, żeby to było ciekawe, ani inspirujące, raczej dołujące i totalnie deprecjonujące. no ale jestem, mogę rzec: oślicą przyłapaną w samym środku życiowej niekonsekwencji. podeszłam zbyt lekkomyślnie do pewnych zachwytów i z całą świadomością popełnianych błędów brnęłam dalej w swoim poważnym urojeniu. na szczęście jest taki ktoś jak lexis. i jest taka kawa i jest taki sernik, który smakuje tylko w tej jednej właśnie chwili. oświadczam wszem i wobec, że nie wyrządzę już sobie żadnej osobistej krzywdy. "jest mi dobrze tylko w obecności niczego, próżni".
28.09.2010
the god delusion
kiedy uświadamiasz sobie, że god jest tylko delusion, już nic gorszego nie może ci się przydarzyć.
kiedy uświadamiasz sobie, że god jest tylko delusion, już nic lepszego nie może ci się przydarzyć.
wszystkie inne dramaty są wobec tej kwestii naprawdę mało istotne.
bo okazuje się, że właśnie
wszystkie dramaty są wobec tej kwestii bardziej istotne.
z prostego powodu: że tej kwestii po prostu nie ma.
(tzn. tu jest ;-) o tutaj)
kiedy uświadamiasz sobie, że god jest tylko delusion, już nic lepszego nie może ci się przydarzyć.
wszystkie inne dramaty są wobec tej kwestii naprawdę mało istotne.
bo okazuje się, że właśnie
wszystkie dramaty są wobec tej kwestii bardziej istotne.
z prostego powodu: że tej kwestii po prostu nie ma.
(tzn. tu jest ;-) o tutaj)
autoportret nieradosny pisany w cieniu sosny
no i kolejny raz dupa z makiem.
już raczej chyba na pewno nie mam siły na takie wstrząsy.
pomału zaczynam tracić wszelką nadzieję, że ludzi są naprawdę dobrymi ludźmi.
każdy pilnuje tylko swojego interesu. trudno ich winić. życie mają jedne.
przyjaciele okazują się wrogami.
a w miłości nie ma miejsca na sentymenty.
czas biegnie i łamie nogi, a geny przestają chcieć się reprodukować.
i myślisz, że znasz kogoś i że lubisz go szalenie i że wszystko się kiedyś ułoży, skoro teraz się nie układa.
ale przykro to mówić, jeśli się do tej pory nie ułożyło, to już nic z tego nie będzie.
wspaniali ludzie przychodzą i odchodzą, ale tylko ci najlepsi zostają. na tym polu everyday bitwy.
ponieważ pamiętam wszystkich, których straciłam, postanowiłam ustawić ich wszystkich w szeregu.
i wyrzucić z pamięci mojej i gmaila
i spróbować uwierzyć tym, którzy nie zawsze pięknie się wysławiają
na całe moje szczęście
jest jeszcze trochę czasu żeby zacząć oddychać inaczej
w końcu
płuca jak życie
mam jedne.
już raczej chyba na pewno nie mam siły na takie wstrząsy.
pomału zaczynam tracić wszelką nadzieję, że ludzi są naprawdę dobrymi ludźmi.
każdy pilnuje tylko swojego interesu. trudno ich winić. życie mają jedne.
przyjaciele okazują się wrogami.
a w miłości nie ma miejsca na sentymenty.
czas biegnie i łamie nogi, a geny przestają chcieć się reprodukować.
i myślisz, że znasz kogoś i że lubisz go szalenie i że wszystko się kiedyś ułoży, skoro teraz się nie układa.
ale przykro to mówić, jeśli się do tej pory nie ułożyło, to już nic z tego nie będzie.
wspaniali ludzie przychodzą i odchodzą, ale tylko ci najlepsi zostają. na tym polu everyday bitwy.
ponieważ pamiętam wszystkich, których straciłam, postanowiłam ustawić ich wszystkich w szeregu.
i wyrzucić z pamięci mojej i gmaila
i spróbować uwierzyć tym, którzy nie zawsze pięknie się wysławiają
na całe moje szczęście
jest jeszcze trochę czasu żeby zacząć oddychać inaczej
w końcu
płuca jak życie
mam jedne.
26.09.2010
co to znaczy fruwać?
to znaczy unosić się ponad ziemią, wyżej lub niżej i biegać w przestworzach i łykać motyle. raz na jakiś czas każdemu się zdarzy, że się uniesie kilka centymetrów albo nawet poszybuje z wiatrem lub pod wiatr. a nawet jeśli się nie zdarzy, to zawsze można sobie pomyśleć, że się zdarzyło i pofruwać sobie na trapezach przyśnień. dlaczego tak dzisiaj klekocze o lataniu? bo mnie zbytnio dół przyciąga i miast nad jestem pod. i jeszcze gdyby to był trendy ipod, albo fancy cache-pot, czy też exciting melting pot to byłoby ciekawie. ale nie - to jest zwykłe pod. czyli w kierunku niżej. tam gdzie spływają marzenia i sny. gdyby tak można było zostać w okolicy przyśnień dłużej niż na jedno nocne posiedzenie i nie mieć rąk i nie mieć ust i być jednym ze species w teorii darwina. i w drodze ewolucji nie wykształcić największego mózgu wśród wszelkich stworzeń, ale na przykład być wiotką, niebieską ważką i miast ważyć słowa, żyłkowatym skrzydłem przecinać sylaby czasu.
gdyby.
gdyby.
24.09.2010
fatum, którego nie ma
życie to sztuka wyborów. i jak wszelka wielka sztuka dana jest tylko wybranym. większość z nas podejmuje błędne decyzje i w strachu przed samym sobą, tkwi w beznadziejnych sytuacjach. wierzymy święcie w to, że nie musimy usprawiedliwiać naszych wyborów, ponieważ w chwili, kiedy je podejmowaliśmy, wydawały się najwłaściwszymi decyzjami. tak więc żyjemy w swoim własnym, ciasnym świecie złych decyzji i jedyne co możemy zrobić, to dobrą minę do złej gry. nikt z nas nie przyzna się, że mogło być inaczej, lepiej, ciekawiej. i przez własny brak (odwagi, inicjatywy, pomysłu) wybraliśmy niewłaściwy sposób na życie. najgorsze są błędy w miłości, bo najłatwiej je popełnić i najtrudniej poprawić. a ich skutki najczęściej są już nie do zatrzymania. czas nie do cofnięcia. zmarszczki nie do wygładzenia. najlepsze co możemy zrobić, to ciągle mieć się na baczności i nie wierzyć ślepo w zwykły los. życie jest przecież o wiele bardziej skomplikowane, aniżeli to, które rzekomo jest nam gdzieś zapisane.
20.09.2010
nic dodać nic ująć

muszę przybić się w pierś i odczekać swoje, ale tym razem pan R. mnie na kolana rzucił. więc szczekam i więc się biję, bo to naprawdę a piss of good art. od dziś wszyscy powinni robić zakupy w supermarkecie plus, żeby uczcić śmierć męczennika. chwała panu, że moja sieć telefonii komórkowej zajmuje w tej sprawie odpowiednie stanowisko. no to plusssssssssz.
19.09.2010
w kwestii kremu i telefonu
okazuje się, że przedmioty leżące na moim biurku, mają o wiele więcej do powiedzenia ode mnie. układają się też w ciekawsze kompozycje niż moje ostatnie myśli, którym za chinyludowe nie umiem nadać żadnego wyraźnego kształtu. jeśli w życiu-po-życiu przyjdzie mi zostać kremem do rąk, to niech będzie to różowe opakowanie velvety hands ze złotą obwolutą. doskonałość roku 2007. no! jako powszechnie znana amatorka pachnideł i mazideł, z przykrością stwierdzam, że aksamitne dłonie eveline cosmetics górują nade mną i szczegółem i ogółem. nawet ten szary zszywacz, który leży koło lakieru do paznokci, ma w sobie więcej lekkości i barwności. oj. czasem tylko coś się na chwilę zmieni, zazieleni. a późnej apiat migrena: czkawka-narzekawka.
14.09.2010
stany zapłonowe
widzę, że od piątku nie pisałam. nawet nie wiem, kiedy to zleciało. za dużo za szybko i za wiele się dzieje. napiszę wkrótce. że żyję i że mam się dobrze. dziś tylko jedno zdanie: zaczynam osadzać się coraz mocniej w dokonanych wyborach i dobrze. trzeba wdrapać się do granic.
10.09.2010
z widokiem na noc

nie wiem, czy dzisiaj jest gwiaździsta noc, ale jeśli tak- to czuję, że jest właśnie taka: podniebna fala z żarzącym się księżycem. jeśli zrozumiesz, że momentalne przygnębienie, może być jak ten ocean gwiazd, odbijający wewnętrzne zapętlenie, to naprawdę mnie to ucieszy, bo mam wrażenie, że ostatnio odbijam się od dwóch biegunów - from ekstremum to ekstremum - i wciąż mija mnie spokój. a wiesz skąd ten widok? z okna pokoju w szpitalu psychiatrycznym Saint-Paul-de-Mausole. i wiesz, że to piękne.
9.09.2010
wniosek
mam napał na rodzinę, a rysia każe mi zaadoptować czarne afrykańskie dziecko na odległość :/ . ja wolałabym zaadoptować afrykańskie dziecko rasy białej, w wieku 28-38 lat, płci męskiej, wzrostu wysokiego, ale wiem, że sprawy adopcyjne są trudne i skomplikowane, dlatego na razie wypełniam tylko wniosek o-wszczęcie-postępowania-kwalifikacyjnego-na-nauczyciela-mianowanego. reszta niech czeka.
8.09.2010
kosmos
nagle się tak dzieje, że nie wiesz dlaczego, ale dni wirują, mijają, a ty wciąż myślisz, że jest środa piętnastego. albo czwartek dwunastego. albo jakikolwiek inny dzień, którego właśnie nie ma, a ty tkwisz w przeświadczeniu, że właśnie w nim trwasz. to jest taki trans, który zdarza się może na początku września określonej grupie społecznej, a może i nie - i zdarza się tylko mnie. takczysrak t e n wrzesień jest dla mnie wirówką. i jeśli mnie pytasz, jaki jest dzisiaj dzień, to łykam dużą pauzę i łapię tępe spojrzenie i - nie umiem sobie przypomnieć. nie będę narzekać, bo to jest wbrew wszystkiemu inspirujący stan: taki pierdolik po prostu, który bucha, parzy i stopniowo się wypala, ale póki trwa napędza cię energią kosmiczną. a w kosmosie wiadomo: "dzika potęga myśli wątłej!". i stare, niepotrzebne satelity, o których nikt już nie pamięta.
7.09.2010
gwiazdy i wiatr
w poczekalni u stomatologa tylko gazety są kolorowe. stare. ale kolorowe. viva z 2008 była najświeższa. rokiem, nie stanem zużycia. stan sczytania wyrażał zniecierpliwienie i zaniepokojenie pacjentek. dla pacjentów było tylko zwierciadło. ale też stare i mało przejrzyste. o arcynieciekawej treści. z takiej też przyczyny, po przewertowaniu pięciuset stron z czasów zaprzeszłych, obejrzeniu zdjęć z bożego narodzenia i mody ze wszystkich sezonów - czas nagle stanął w miejscu. jeśli nie wiesz, jak wygląda świat, w którym czas stoi w miejscu, wyobraź sobie bladożółte ściany poradni stomatologicznej, z jednym białym kalendarzem przedstawiającym dużego białego zęba na przedzie i świst (nie wiertła, nie) przewracanych stron gazet. sz sz sz sz sz sz sz - bo ludzie przecież nic nie czytają, czekając na wolne miejsce w fotelu (bo nawet jak się umówisz, to musisz czekać) - tylko przewracają nerwowo te strony, poruszając powietrzem czas, który stoi w miejscu. i tak właśnie lecą chwile, które nic nie znaczą. a gwiazdy świecą. i wiatr ich nie dotyka.
5.09.2010
3.09.2010
cyt.
"zapomniałem, bo wakacje miałem" - ładne, prawda? :-)
"pani nie widzi, bo nie ma pani dzisiaj okularów" - trochę mniej, ale tylko trochę ;-)
"pani nie widzi, bo nie ma pani dzisiaj okularów" - trochę mniej, ale tylko trochę ;-)
1.09.2010
fto:pa
roczna dawka stresu - mam nadzieję - dzisiaj wykorzystana. akademia przejdzie do mojej codziennej historii pod hasłem "a miało być tak pięknie...". wszystko przygotowane: sprzęt podłączony, głośność nastrojona, dwie próby odbyte, krzesła ustawione, goście specjalni są, kwiaty są, hymn ... - no właśnie. więc sobie teraz wyobraźcie: dwa lapy na ławce (jeden do muzyki, drugi do prezentacji), muzyka co do sekundy nastawiona, rzutnik idealnie ułożony, wszystko w pogotowiu i - rozpoczynamy hymnem, który w wersji instrumentalo-słownej m-i-a-ł-i-ś-ć z pliku. wszyscy stoją - oficjalnie, baczność i... cisza. nie gra. wszystkie oczy na nas. nie gra. wciskam ciskam klikam mykam - nie gra. nie wiem, ile tak stali. 10 sekund, 20, 30. asza spocona, wystraszona tylko szepta pod nosem "ale maskara, co teraz, ale maskara". okazało się, że kabel nie styka. wcisnęli. jest. styka. gra. po pół minucie jeszcze polska nie zginęła, po hymnie, spocznij. później już zgodnie z planem. dzieciaki cudowne. ale tych pierwszych paru sekund do końca życia nie zapomnę :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


