leśmiana.
pięknie.
27.11.2011
bez tytułu. baw. ię. się.
po takim weekendzie, to ja nie mam na razie żadnych przemyśleń. poza tym, że być może powinnam zainwestować w jakąś dżim, czy inną torturę, bo po wczorajszych tańcach hulańcach, serce wyskoczyło mi się skarpetką.
25.11.2011
bez tytułu. o cie... pla. się.
tina zaszywa wzrokiem czi dziurki po molach, których nie ma.
ja rozpinam uczniowską pewność siebie po wszystkich czterech kątach. i wszystko ładnie się układa.
a wieczorem dopniemy resztę na ostatni guzik.
i tak
poza wszystkim, słońce świeci. a życie ociepla się.
24.11.2011
23.11.2011
20.11.2011
niebezpieczna metoda
czyli hollywoodzka opowieść o psychoanalizie w pigułce. antykoncepcyjna budowa filmu pozostawia w widzu niedobór znaczeniowy. nagłe zakończenie, z kolei, w równym stopniu zadziwia, co przynosi długo wyczekiwaną ulgę. i tak się skończył weekend filmowy. znów skamleniem. nie trzaskiem.
bez tytułu. rozważania bez puenty.
internet to zło. pozwala docierać do ludzi, których sami wycieramy z pamięci. to nie jest dobre. to jest bardzo -
nie-dobre.
bez tytułu.
odkurzam kolejne seriale. to jest chyba wrodzony deficyt mózgu, żeby oglądać jedno i to samo cią-gle. po seksie i friendsach, była hiacynta. a teraz wydobyłam takie łakocie z dzieciństwa jak: cheers i wings. i moje ostatnio ulubione: the cosby show. były czasy, kiedy wstawał-o si-ę wcześnie rano, przed szkołą, i oglądał-o. i oglądał-o. i teraz to wraca do mnie. z podwójną siłą. oczywiście nie zastanawiam się nad tym, na ile trzeba być cofniętym od pionu, żeby setkami milionami razów to samo oglądać, ale na pewno przyjdzie taki czas, kiedy zapłacę fachowej sile, żeby terapeutycznie rozwiązała ten rebus. póki co. jest niedzielny poranek. ja odchylona od pionu, acz w cudownej równowadze. przemykam.
19.11.2011
18.11.2011
17.11.2011
16.11.2011
znieruchom
chwyta i nie puszcza. i tak jak sklejone rzęsy sztuczne wypadają, ale nie przynoszą szczęścia - tak ja ołowiane siedzi i ruszyć się nie może. a chce. anie.
może.
może.
15.11.2011
Oooo
Oooo włos zrozumienia za mało
Oooo kilkanaście znaków za dużo
Oooo wiele dni za długo
Oooo błędne założenia nie wiem na ile za dużo
Oooo miliony potrzeb aż za bardzo wiem o ile za mało
Oooo ludzi, którzy dryfują na trzy metry zacumowani u brzegu pamięci
Oooo zepsute i nadgryzione nadzieje, leżące między winą a karą
Oooo wszystko i Oooo niestety nic
Oooo wady i Oooo niestety niewiele zalet
Oooo krótkowzroczność i Oooo ziemnnocieplność
Oooo lata dni minuty
ciągłych walk
Oooo to i zupełenie Oooo
nic
na szczęście moje kości nie są ze szkła
mogę się zderzać z życiem
Oooo kilkanaście znaków za dużo
Oooo wiele dni za długo
Oooo błędne założenia nie wiem na ile za dużo
Oooo miliony potrzeb aż za bardzo wiem o ile za mało
Oooo ludzi, którzy dryfują na trzy metry zacumowani u brzegu pamięci
Oooo zepsute i nadgryzione nadzieje, leżące między winą a karą
Oooo wszystko i Oooo niestety nic
Oooo wady i Oooo niestety niewiele zalet
Oooo krótkowzroczność i Oooo ziemnnocieplność
Oooo lata dni minuty
ciągłych walk
Oooo to i zupełenie Oooo
nic
na szczęście moje kości nie są ze szkła
mogę się zderzać z życiem
12.11.2011
przeje
dzenie wyszło mi dzisiaj bokiem. i dobrze. zwykle wychodzi z innej strony. leśne klimaty wyraźnie mi służą. dzisiaj wyraźniej niż zwykle.
życie jest sprawą dość poważną
dlatego ja zatraciło wczoraj wsteczne ruchy szyi, na rzecz czołowych wymachów i ogólnie pojętej modernizacji. otóż okazuje się, nie po raz pierwszy, ale za to najbardziej intensywny, że życie jest pełne fikcyjnych wyobrażeń, od których ja na próżno stara się uciec. "nie uciekniemy" - podpowia.m.ja. "otwórzymy tylko szerzej oczy, nie na wszystko należy patrzeć z przymrużeniem". ja bierze do ręki nożyk. profesora. skreśla. książka adresowa maleje.
9.11.2011
5.11.2011
bez tytułu. podwieczorek.
ja odgarnia liście z oczu. wydłubuje ostatnie promyki słońca z głębokich porów skóry, która od lat napawa ja lękiem. staje się ciasna, ja się rozszerza. pochłania kalorie tekstu. ale nie spala. i nie wydala. trzyma, kumuluje, czeka na eksplozję.
jesień jest ciepła. nie tylko dlatego, że temperatura utrzymuje się wciąż na grubym plusie, ale ponieważ wiele ciepłych myśli przychodzi do skóry ja. ja myśli na przykład o termosie z kawą i szarlotce na serwetce, rozłożonej na sękatej, leśnej ławce. myśli o słodkim powietrzu i plamie gorąca na sercu, która pojawia się tylko w sytuacjach wzmożonej cudowności. a to jest wtedy, kiedy ja nadstawia oczy i słyszy, jak ciepło samo wlewa się podmuchem do myśli, które na ten jeden moment, zawsze czarne jak węgiel, stają się czerwone jak kurki karmione marchewką. oczywiście ja myśli też o sztUce, mUzyce, literatUrze, ja nie jest głUpie. ale ja wstydzi się głośno dziś mówić o tym, że nic tak nie ociepla zimnej skóry ja, jak myśl o podwieczorku w lesie.
każde ja sądzi, że jest wyjątkowe, jedyne na świecie. i każde ja staje kiedyś w punkcie zwrotnym swoich dziejów, kiedy doświadcza własnej wielkiej mierności. utrzymanie prawidłowego kursu jest wtedy niemożliwie, również dlatego, że nie ma prawidłowości w istnieniu. tylko przypadki i osobliwości.
właśnie biedronka usiadła na linii wzroku ja.
nie rusza się.
jesień jest ciepła. nie tylko dlatego, że temperatura utrzymuje się wciąż na grubym plusie, ale ponieważ wiele ciepłych myśli przychodzi do skóry ja. ja myśli na przykład o termosie z kawą i szarlotce na serwetce, rozłożonej na sękatej, leśnej ławce. myśli o słodkim powietrzu i plamie gorąca na sercu, która pojawia się tylko w sytuacjach wzmożonej cudowności. a to jest wtedy, kiedy ja nadstawia oczy i słyszy, jak ciepło samo wlewa się podmuchem do myśli, które na ten jeden moment, zawsze czarne jak węgiel, stają się czerwone jak kurki karmione marchewką. oczywiście ja myśli też o sztUce, mUzyce, literatUrze, ja nie jest głUpie. ale ja wstydzi się głośno dziś mówić o tym, że nic tak nie ociepla zimnej skóry ja, jak myśl o podwieczorku w lesie.
każde ja sądzi, że jest wyjątkowe, jedyne na świecie. i każde ja staje kiedyś w punkcie zwrotnym swoich dziejów, kiedy doświadcza własnej wielkiej mierności. utrzymanie prawidłowego kursu jest wtedy niemożliwie, również dlatego, że nie ma prawidłowości w istnieniu. tylko przypadki i osobliwości.
właśnie biedronka usiadła na linii wzroku ja.
nie rusza się.
4.11.2011
dlaczego sprzątaczka nie zna się na sztuce nowoczesnej
ot takie filozoficzne pytanie na dziś. no dlaczego? no przecież to proste. ponieważ ogarnia sztukę sercem i czuciem, a po zwiedzających trzeba sprzątać. a kto niby odróżni artystyczne masło na ścianie, od zjełczałego masła na ziemi. tylko bóg. i art-ysta. i gordon ramsay.
a więcej tutaj [sobie poczytaj i sobie przemyśl. albo sobie bułkę z masłem zjedz. nalepiej czos.nkowym]
a więcej tutaj [sobie poczytaj i sobie przemyśl. albo sobie bułkę z masłem zjedz. nalepiej czos.nkowym]
2.11.2011
niedobre. ja.
po wczorajszej awarii systemu, ja szuka winnych. trudno ja przyznać, że droga do zrozumienia jest usrana różami z kolcami. ja nie rozumie, że kłótnie są częścią procesu. "związki kłótliwe to związki wadliwe", mówiono często do ja. kłócić się, to znaczy nie pasować do siebie. spierać się o szczegóły i ogóły, to znaczy nie zgadzać się ze sobą. nie lubić się i nie szanować. każdy spór ja odbiera personalnie jako swoją wielką porażkę. i to jest wielki problem ja, które zbyt często czuje się niewystarczająco dobre. niewystarczająco mądre. niewystarczające. wyciąga swoje krótkie czułki, chce dotknąć. ale dotyk i zrozumienie nie są w zasięgu ja. pogrążone w zaprzeczeniu, zasypia. czeka aż przyjaciel ja zbudzi. pokaże, że życie jest złożone. że można opierać się materii i toczyć spory, które nie kończą przyjaźni. a wręcz przeciwnie, ścierają jej ostre brzegi. dopasowują-ją do ciała. "słuchaj przyjacielu", mówi ja do ściany i nie potrafi już powiedzieć nic od siebie. sięga po miłosza: "Gdybym chciał być nie-sprzeczny. Ale nie" (Cz. Miłosz, Co znaczy). ja nie zasługuje na szczerość. ja nie zasługuje. ja nie. ja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)