31.08.2010

ciężkie westchnięcie, bo i nie ma lekko

no i o czym ma być, jak nie o pogodzie? szaroburzy, zimnoleje, spada wszystko na szyję i na łeb. po trzeciej kawie dzisiaj jestem i dwunastu zapałkach w oczach (bo wciąż się łamią). a jeszcze napęd w lapie się zepsuł. więc już nic mnie dzisiaj ruszy. no i nie będzie filma, łilma.

28.08.2010

leń

no i jest.
zdarzyła się.
całkiem spora, oj spora spora, niemoc twórcza. ha. totalna blokada, totalny leń. 
leń nie jest taki zły, czasami leń jest całkiem przyjemny, ale totalny leń to jest najgorszy rodzaj lenia. taki paraliż cielesno-intelektualny, ale co wam będę mówić, przecież każdy złapał kiedyś swojego totalnego lenia. ja go ostatnio łapię codziennie, ale to dlatego, że jestem dla niego dobra i nie chce ode mnie uciekać. zadomowił się na dobre, choć ja mam nadzieję, że tylko na trochę. dobrze go traktuję, zapewniam mu odpowiednią dawkę snu, witamin i błogiego nicnierobienia. i czuję, jak już mi wystaje z opuszków palców, że wychodzi uszami, że zalewa źrenice, że go widać, że ludzie się dowiedzą. niektórzy już pytają co to jest, ja im na to: totalny leń. pytają, czy to boli. mówię, że na początku nie, że jest całkiem przyjemnie, ale że to zdradliwe, bo później następuje całkowity paraliż. dopytują, czy można z tym żyć. odpowiadam, że można, że w sumie większość nie zauważa, że to mam. ciekawi ich, czy można się tym zarazić? uspokajam, że nie. każdy jest nosicielem lenia i u każdego objawia się inaczej i z różnym nasileniem. pytają, czy jest na to lekarstwo. mówię, że nie ma. trzeba przeczekać. wylenić swoje. pozatruwać powietrze sobie i innym. aż samo przejdzie. i to właśnie od dłuższego czasu robię. szukam ujścia dla swojego lenia.

25.08.2010

bez tytułu

bez treści.

24.08.2010

weekednowe łapu capu

zaczęło się na lotnisku. ściślej: na terenie muzeum lotnictwa. kupa ludzi i kartki na picie i jedzenie. słowem: muzyczny euro biznes. drogo jak na marszałkowskiej i w ogóle nie gwarno. aż dziw - myślę sobie - oczekiwałam cumulusów przed kasą, a tu somatyczne rozrzedzenie. wszystko co działo się do godziny 23.00 pominę, bo - jako mały znawca muzyczny, ale z dużym już pazurem krytycznym (oj tak tak)- niewiele dobrego muzycznego pogrywało na coke festivalu. do godziny 23.00 podkreślam. [jakaś SOFA z szafy wyciągnięta, straszyła szarzyzną. trochę lepszy NERD, którego poźniej o 2.00 pan taksówkarz-po-AWFie-przedsiębiorca pomylił z Nergalem. potem przypilił pęcherze i zapachniało żarciem - to olało się 30 seconds to Mars - i poszło się na piwo za 3 kupony, hot-dog za 2 kupony i kiełbasa XXL za nie-wiem-ile-kuponów. śmiechu wszystko warte. ale nieważne]. po godzinie 23-zero-zero tom i ed dali czadu po gałach.  no muszę przyznać, że trochę tłumnie się już zrobiło i tfardo pod sceną wystawałam, nawet się przepychałam i transa złapałam. oj tam. żaden wstyd. umyck-umcyk-umcyk-umyck. szkoda wielka, że tylko raz bisowali, ale towarzystwo już było silnie podmęczone. niektórzy - sądzę - od rana koczowali, ale i tak szkoda, bo - no przyznam się - transa złapałam pod trochę koniec. no ale trudno. był? był! i to się liczy. później nas - wspomniany już - pan taksówkarz-po-AWFie-przedsiębiorca-z-lekką-dysfunkcją mowy do domu  odwiózł. pogadaliśmy o życiu, o pizzerii na nowej hucie, w której mu szyby wybili, o piwie carlsberg, które kupuje w lidlu, ale woli koktajle, o sporcie i ciężkim życiu taksówkarza. było drogo i miło. no tak było [tutaj]. a później filmowo i upalnie...

19.08.2010

bez tytułu

świetlista ręka odkryła dla mnie The Irrepressibles [tutaji cóż tu dużo mówić: thankgodforthat.

18.08.2010

studium bez klucza

myślę, że wszystko się dobrze ułoży. tak. w tej właśnie chwili tak sobie myślę. myślę też, że duża praca nad sobą i duża praca przed sobą to jakiś klucz. ten klucz ma zapach wody goździkowej, nie mylić z gwoździową. i nic więcej dzisiaj nie myślę. i tak - wszystko samo się zawsze wymyśla. beze mnie. bezmyślnaja.

16.08.2010

wizyta w pszyhodni

całkiem znośna. nawet powiedziałabym: przyjemna. szybka. pani laryngolog, tak z osiemdziesiąt miała, mnie opukała, tu i tam, dwa razy jej coś spadło, trzy razy nie umiała czegoś wyciągnąć, ale koniec końców się udało - zdolność do pracy na parę kolejnych końskich lat. to znaczy, jeszcze nie mam. mieć będę. mam nadzieję, że uryna nie wystawi mnie do wiatru i dobrze poświadczy. trochę martwię się o krew, którą mam we krwi i która nie jest błękitna, a zawsze idzie jak z nosa. no więc czekam sobie na wynik. tum-tum-tam-tum-tum-sram.

15.08.2010

księga bez wyjścia

dlaczego muszę mieć ciągle rację. tytuł na na najlepszy seler. pewnie to wina twojej psychiki. rozdział pierwszy. musisz zacząć się zmieniać, bo opuszczą cię wszyscy bliscy. dalszych już na pewno nie ma. rozdział drugi. jak to zrobić. krok po dupie. rozdział trzeci. nie bój się, nie jesteś sama. rozdział czwarty. spójrz, im się udało. rozdział piąty. zacznij przyznawać innym rację, nie bierz krytyki personalnie. rozdział szósty. nie poddawaj się, to dopiero początek drogi. rozdział siódmy. nie mów, że taka jesteś i muszą cię zaakceptować. rozdział ósmy. napisz do nas o swoich sukcesach. rozdział dziewiąty. o porażkach nie pisz. rozdział dziesiąty.

14.08.2010

message to the world

no i wracamy z chin do zabrza. jeszcze paweł nawija o ho chi minh. że pada. i kashianka o bułgarii, że podróż ciężka. a ja siedzę i pachnę. musiałam obciąć storczyka, bo zrzucił ostatni kwiatek. i to jest moja dzisiejsza wiadomość dla świata.

13.08.2010

trudno jest to posklejać

coraz częściej relaksuję się w fotelu, który okazuje się fotelem dentystycznym i coraz częściej wali się wszystko na pysk i na szyję. pewnie w tym dużo mojej winy, choć wolę myśleć, że w ogóle. pewnie też wszystko wkrótce się ułoży, choć mam poczucie, że solidnie się nadłamało i już nie ustoi. na szczęście mój miron doszedł na czas, włożyłam do niego kwiatek storczyka, dlaczego? nie wiem. kiedyś wyjmowałam suszone liście z książek, na plastyce robiliśmy jesienne kolaże, i niektóre liście się zapodziały i dziesięć lat w lalce się grzały. tej prusa. no a teraz mój storczyk w towarzystwie obrotów i rzeczy. zazdroszczę mu tego towarzystwa, co ja bym dała choć za jedno mylne wzruszenie i jeden półobrót. rynna długa jak mój stan.

11.08.2010

podsumowanie dnia

jest rosnąco.
jest poręcz. można się złapać.
dobra.
noc.

10.08.2010

krzyż czyli zet

początek końca.

goooooooood morning zabrze

ponieważ dawno już nie wspominałam o chudosławie, napiszę dziś słów trzy, bo jak się okazało chudzik ma swoich fanów i dla nich właśnie takie oto info: ma się dobrze. odbiór innych informacji tylko osobisty.
napiszę jeszcze coś o sobie, bo jestem egotyczna jak caprio soki, otóż: o sobie nic.
napiszę jeszcze coś dla mery, bo myśli, że już jej nie lubię: mery, lubię cię.
i jeszcze coś dla karalajny: czekam na pierwszy comment.
dla wszystkich innych bajka o wielorybie: mignął w szybie.
no to
hej

9.08.2010

mistrz

kto tego nie rozumie
tego sratytata

6.08.2010

oso.bie.

ja o sobie wciąż malejąco. a co, nie można. moszna. jak się trafia pawi dół, to tylko głowa opada na stół. dół jak stół. szeroki na cztery nogi.

incepcja

nuda, czyli wieczność w kinie. ostatnie 30 min już nie do wytrzymania. ale girls trzymały się w pionie. czego nie można powiedzieć o filmie. ledwo doturlał się do końca. choć lepiej by było, gdyby napisy końcowe były w innym miejscu. na przykład na początku. 120 minut życia więcej.

5.08.2010

nie- i możliwości w tekstyliach

życie się gniecie. znowu. a przecież jeszcze się nie wyprostowało. wszystko się pomarszczyło i zaplątało, teraz tylko ciąć. i mieć nadzieje, że z tych szmatek da się jeszcze jaki pled posklejać. po nitce do.
nikąd.

4.08.2010

zacietrzewić się

popchnąć
nie tego człowieka
co trzeba

prognoza

zachmurzenie się bierze stąd, że jest za mało humoru, a za dużo chmur.
a zacietrzewienie bierze się stad, że wkładasz w życie za dużo niezdrowej ciekawości, a za mało dorodnej ciecierzycy, wiadomo: witaminy z grupy A i pęk radości. no nic to. jedyny poranny pewnik to ten gniew, że nie ma mew, a zatem hop, a zatem hyc - do poezji. innego ratunku nie ma.

3.08.2010

chudosław

absolutnie najwspanialszy kot na całym świecie. mój zachwyt nie może już chyba być większy. ten kot sprawia, że ja o sobie fascynująco i ja o sobie wykrzykująco. tylko wieczorami jest niż. trochę ponad kilometr niżu. trudno się oswoić z tą odległością.

2.08.2010

rossman, czyli wcale nie tak różowo

życie jest jak pianka do włosów mocno-utrwalająca. albo żel do mycia twarzy - ogórkowy. albo płyn do higieny intymnej - konwaliowy. albo mydło w płynie - aloesowe. albo antyperspirant w kulce - niepozostawiający białych śladów. albo krem do rąk - dove. albo lakier do paznokci w kolorze fuksji. albo żel pod prysznic migdałowo-cynamonowy. albo błyszczyk do ust kokosowy. albo maskara wodoodporna. albo butelka perfum yves saint laurent... kiedyś się skończy.

1.08.2010

człowiek ónikatowy

no i kolejny dziwny człowiek w kręgu polarnym lexis.
to jest normalnie niemożliwe, że istnieją takie podroby na świecie.
człowiek, którego nie da się obrazić, poniżyć, zniechęcić... w celu: żeby się shut up and won!
sam na siebie mówi, że jest człowiekiem unikatowym, bo jeździ tramwajami, chodzi w ubraniach po dziadkach, nie jada w macdonaldzie (sic!) i to, że absolutnie każdy mu mówi, żeby fypierdalau, tu mu wchodzi i sraką wychodzi. lexis mówi: "wyżyj się. masz jedyną okazję w życiu, że możesz kogoś opierdolidź, a i tak będzie sp-oko". no i jak się okazało, człowiek ónikatowy został przeorany już przez wszystkich obecnych i nic. a ponieważ - co wyszło później - jest "koomplem" jednego ze fspulnyh znajomych, mógł zostać przy stole, gapić się na każdego i zatruwać powietrze.
łał, człowiek jaszczurka jest przy nim golden bojem. ser-io-us-ly.
no ale nic, nie będę się rozpisywać, bo już na samą jego myśl, przechodzą mnie elektrowstrząsy.
czas na poezję.