30.11.2010

logika słonia

nie lubię teraz oglądać smutnych filmów. zbyt jest mi po nich smutno. smutne filmy powinny być wesołe, żeby tym, którzy chcieli obejrzeć smutny film, było smutno, że nie jest smutny tylko wesoły.

zutylizowane wspomnienia

po prawie dziesięciu latach zdobyłam się na to, żeby wyrzucić notatki z I roku studiów. dwa miesiące wkuwania literatury staropolskiej leży teraz w plastikowym niebieskim worku, a ja zyskałam segregator na kolejne wspomnienia. pozbywając się dowodów rzeczowych zaprzeszłej młodości, robię miejsce na życie pozbawione studenckiej taryfy ulgowej. zimowe podróże pociągiem okraszone lekkością, o którą próżno się teraz starać, minęły. czasy, kiedy jedynym problemem był rzekomo-nie-do-zdania lipcowy egzamin, nie wrócą. leżą w niebieskim worku. zutylizowane. tak jak osobiste stare dzieje, która obchodzą już tylko mnie. i to też w stopniu niewielkim. a kiedyś wystarczyło tylko mieć kawę w termosie i uciec z ostatniego wykładu, żeby doświadczyć egzystencjalnej radości bytu. a teraz co? stare pierniki czekają w puszcze na święta.

29.11.2010

pada

oby nie za długo.

28.11.2010

z rzeczy osobistych

"pan bóczek wie co robi, może dlatego nie masz dzieci, że nie chodzisz do kościoła. Wyciągnij wnioski".

jedyny wniosek, który wyciągam jest taki, że nie ma na świecie bardziej popierdolonej ideologii.
tylko religia daje moralne prawo do poniżania i krzywdzenia wszystkich myślących inaczej.

26.11.2010

bez tytułu

wyczekując wciąż chwili idealnej, małe kłody pod nogi.
ale nic to.
jutro rysuje się różowe.

corsunia już pospawana.
historie o chorobach psychicznych nieco strawione.
niekiedy życie naprawdę rzuca ochłapy.

21.11.2010

internista - lekarz chorób internetowych

rysia sra ciałem, że widzę jak lajkuje posty friendsów na portalu społecznościowym. to jej mówię, że takie są zasady fejsa i że jak chce prywatności, to niech idzie do spowiedzi. na co rysia wdzięcznie odpowiada:
- spierdalaj :-)
a swoją drogą, kto szuka prywatności w necie (nie mylić z intymnością), ten nie znajdzie. kto prosi, nie otrzyma, a kto kołacze, temu nie otworzą. takie są słowa psalmisty-internisty. ej.
men.

alternatywy 2010

wczoraj rozmawiałam z rysią na temat jej alternatywnych stosunków. i doszłam do wniosku, że ostatnimi czasy pożądany stan osoby to alternatywna fasada z wystającym piórkiem w dópie. A przecież alternatywność to przede wszystkim stan umysłu, a dopiero później futro ze szczura, buty z tajlandzkiej świni i kolia z odchodów mongolskich mrówek. mnie osobiście pociąga zwyczajność z klasą. wszystkie chusty, metki i świecące klamory można do kosza wyrzucić. niestety coraz mniej takiej cudownej zwyczajności dookoła, wszyscy starają się być lepiej, wyżej, ciekawiej. wciskają sobie piórko w dópsko i udają pawia. a my ich oceniamy przez ścianę, nie wiemy, co jest w środku i zachwycamy się tym, że mają fajne zdjęcia na portalach społecznościowych. a środek często okazuje się pusty, jak chińskie ciasteczko bez wróżby. rysiu, kocham cię jak brata :*

20.11.2010

in the morning in the afternoon

nie pamiętam już, kiedy ostatnio wstałam o godzinie 15:00. generalnie nie lubię marnować poranków i rozbijać dnia, ale dzisiaj wyjątkowo wszystko pasuje :-) jest całkowicie pochmurno i totalnie depresyjnie, a ja pomimo tego słonecznie się trzymam. nie ma to jak zacząć dzień od pierogów ruskich i herbaty jaśminowej z wietnamu, czyli wszystko prawidłowo nie na swoim miejscu :-)

17.11.2010

wcześnie popołudniowo

herbata mate chai od agaty ka jest całkowicie przepyszna. korzenna, pikantna z czerwonymi kuleczkami. do tego budyniowa świeczka od misieńki i już całam w zapachu. teraz tylko dwa wdechy i rach ciach do pisania. synestezyjna wena.

16.11.2010

przegląd

będzie krótko. bo wstyd był. duży.
no co ci będę mówić więcej, corsunia miała dzisiaj badanie lekarskie i cza było ją przeglądnąć. no to już wczoraj miałam bezsenną noc, że nie przejdzie, że nie wjadę, że źle wyjadę i że ogólnie coś się sdupczi. na szczeście corsunia, tfwrda cosa, przeszła przegląd bez problemu, tzn. z jednym małym, ale pan mechanik powiedział, że jak się w dwa tygodnie linkę ręczną naprawi, to podbije mi na twarz. no i jak powiedział, tak zrobił. piecząteczka w dowodziku, a ja obiecałam że do dwóch tygodni lineczkę na ręcznym naprawię. no ale ja nie o tym chciałam. no więc, jadę sobie na ten przegląd, co już wiesz, że go przeszłam, no i mam sobie wjechać na te blacho-rolki, co się tam ruszają i trzeba się dobrze ustawić. no to ja oczywiście się źle ustawiłam. w ogóle przejechałam te rolki tak, że się wszyscy za głowy złapali, a ja tak spanikowałam, że przygazowałam i schamulcowałam i napryskałam i w ogóle wszystko powłączałam, tak że mi pan mechanik z samochodu wysiąść kazał i już do końca sam całą operację przeprowadził. skomentował tylko: "co pani taka narwana". no i po wszystkim kazał mi wyjechać w prawo, bo w lewo to mur był. i trudno tego muru było nie zauważyć. zgadzam się. ale ja - jak już na pewno się domyślasz - wyjechałam w lewo i nagle dopadł mnie wściekły ryk pana mechanika "w prawo!!!". czara wstydu się przelała. uśmiechnęłam się gorzko, machnęłam wdzięcznie ręką i w duchu sobie tylko pomyślałam, że olaboga podtrzymuję stereotypy kobiety za kółkiem. ale tak się zestresowałam, że z sercem na ramieniu do domu wracałam, modląc się, żeby tylko przypadkiem w coś nie przywalić. taki to był szalony przegląd.

13.11.2010

pizza wspomnienia i butelka piwa

trudno mi zrozumieć, dlaczego człowiek staje się coraz starszy. i dlaczego wszystko się kończy, skoro nawet na dobre się nie zaczęło. lexis ukulała wczoraj pyszne pizzerinki, czym ujęła mnie za serce wielce. i tak w małym gronie winogronie przenieśliśmy się do lat 90., żeby stwierdzić prawdę podstawową: nie wszystko się zmienia. a nawet jeśli się zmienia, to przychodzi czas, który na kilka godzin staje w miejscu. i to wystarczy. każdy z nas ma już niemały bagaż wzlotów i upadków, ale jest coś, co trzyma nas razem.
- kocham cię jak brata - uparcie powtarza acuś i chyba jest w tym ziarenko małej szczerości, być może już zawsze zostanie między nami ta dziwna więź bratersko-koleżeńska, która sprawia, że wciąż jesteśmy dla siebie tacy, jak wtedy, na początku lat 90: piękni dziesięcioletni.







11.11.2010

święto niepodległości

ostatnimi czasy mam małe przemyślenia względem wolności. czując się wyzwolona spod panowania niektórych ideologii, dotykam znośnej lekkości bytu. i powiem ci, że skrzydeł mi przybywa. buffalo soldier przygrywa [here] i już nic tylko świętować. jeszcze tylko powiem ci o filiżance w jagody. otóż, dostałam od barbry filiżankę w jagody.
to tyle :-)
a i jeszcze tylko wkleję ci cuttie dziecko z cuttie fadrem [here]. no i powiedz mi teraz: czy life nie jest fantastic? w niektórych kwestiach nie warto iść na kompromisy. a kalma wczoraj zabił mnie jednym zdaniem złożonym:
- uświadomiłem sobie wczoraj, że fajnie, że jesteś młodsza ode mnie, bo nie umrzesz przede mną i będziesz mogła mnie uczyć angielskiego
komplement na wagę złota. szczerego.
:-)

9.11.2010

pewnego razu nie na dzikim zachodzie

tak jak nie miałam weny na dzisiejszy wpis, tak acuś wypadł mi prosto ze zderzacza hadronów. otóż, nasz ukochany homo sapiens kupował mentole w sklepie marki tesco, i pani kazia przy kasie mówi mu, że są tylko redłajty za 10 zł i viceroje za 8.50 zł
- ale tymi ostatnimi nie będę zainteresowany - opowiada mi acuś - bo to są slimy cienkie
- a ja mówię, że jak za 8.50 to biorę damskie, to się spojrzała na mnie z oburzeniem. To jej tłumaczę, że nie idę do knajpy, tylko będę je sobie palił w domu - choć może powinienem powiedzieć, że to dla żony...


no i jak tutaj zachować powagę, kiedy to facet nie może sobie slimów kupić, żeby go nie posądzili o marginalizację społeczną. i tak nasz kochany homo sapiens został poddany stygmatyzacji nikotynowej w sklepie marki tesco.

8.11.2010

bez tytułu

cierpię na brak wymiany ciekawych spojrzeń.
do odwołania.

6.11.2010

bez tytułu

iw jest nadal w wielkich górach himalajach
ja niestety coraz częściej też tam bywam
i jeśli człowiek uczy się na błędach
to ja jestem wciąż homononlernus

5.11.2010

69

rysia dostała 69 smsów na urodziny.
i pasuje to do niej jak u
lał
martyś jest w trakcie zbierania swoich
głosów
a ja
poplamiłam sobie koszulkę bigosem dokładnie
9 plam

3.11.2010

Music to Move the Stars

wyobraź sobie kobietę głębokiej wiary, katoliczkę, związaną z geniuszem nauki, ateistą, która zmaga się nie tylko z chorobą męża i dzielącymi ich ideologiami, ale także z byciem porzuconą dla innej kobiety. jane hawking zebrała swoje myśli w świetnie zatytułowanej książce: Music to Move the Stars i jeśli jest ona w połowie tak dobra, jak tytuł, to na pewno cię zachwyci. mały fragment:


"My life with Stephen had been built on faith—faith in his courage and genius, faith in our joint efforts and ultimately religious faith—and yet here we were in the very cradle of the world’s three great religions, preaching some sort of ill-defined atheism founded on impersonal scientific values with little reference to human experience"


małżeństwo darwina również przeszło religijne zachwianie, choć jego żona (katoliczka) nigdy mu niczego nie narzucała, ani zarzucała, to jednak sam darwin przerażony skalą swojego odkrycia, zmagał się z własnymi wątpliwościami. nie wiem komu trudniej z kim żyć: katoliczce z ateistą, czy ateiście z katoliczką.

oj jak się zachciało

siedzę sobie i wymyślam urodzinową listę prezentów. a co tam. jak się już zdołować to na całego. bo nie dość, że życie ucieka, to jeszcze nie dostanę tego, czego chcę. więc niechaj ostro po bandzie moje marzenia z piekła rodem spłyną. a więc oto i ona. moja wymarzona. top 1 na liście giftów. Ladies and Gentelmen:
the T-shirt
We Are All Africans
czarna
emeczka
z:
"We Are All Africans" on the front,
i:
"The Bible says modern people are the result of incestuous relations
Cain and his brothers had with their sisters.
Science says we are all descendants of Africans.
I believe science
" on the back



oj ci oj ci boleści niespełnione

2.11.2010

przez przypadki*

życie odmienia się i dzieje przez przypadki. każdy przypadek jest inny, indywidualny, ale wszystko mieści się w garści z napisem: nie ma czegoś takiego jak nieodwołana konieczność.


*jakiś tam tomik ni(e)jakiej aleksandry gajewskiej

niech to

moja niesłabnąca fascynacja 12 księżycami garbarka przybiera na sile. rozumiem, że staje się to już niezdrowe tak w koło macieju. jeju. nic nie poradzimy na to, kogo kochamy i na to, co nam się podoba. takie dwie prawdy wyssane z nosa dzisiaj. to o kochaniu, to z filmu aż po grób, mały sentymentalny wątek, któremu oczywiście moje tandetne wzruszenia się poddały. no ale taka prawda, czyż nieprawda? zawsze miałam słabość do obsesji. w czymkolwiek. obsesja świadczy o pełnym zaangażowaniu. a teraz każdy chce tylko na puł gwizdka. no cóż wracam do jarretta. ruta i raita się już ściągnęły. potem śniadanie, groby, chudzik i pisanie. (zupełnie nie w tej kolejności).

1.11.2010

nk

niedziela
godzina 10:45
stan bobasów na nk: 3
tendencja zniżkowa
czuję niedosyt.

bez tytułu

jest taka piękna pogoda
że aż mam ochotę zapalić sobie
wirtualny znicz
cyk