31.12.2010

jeszcze w starym roku

brak postanowień
na nowy

30.12.2010

rysia w wielkim mieście w panterce w zebrę

świat stanął na głowie.

balety

buty na bal*

*niestety nie ja wymyśliłam. made by MP

29.12.2010

Przypadek Harolda Cricka

dość przyjemne.
ale też tylko dość porwało.
niemniej polecam. emma thompson śliczna.

po palestyńskiej stronie zachodniego izraelskiego muru granicznego













bez tytułu

James K. Feibleman*: "Waga wydarzeń w czyimkolwiek życiu jest raczej wprost proporcjonalna do ich intensywności niż trwania. Podróż dookoła świata może człowiekowi zająć rok i nie pozostawić w nim specjalnych wrażeń. A znów trwające sekundę spojrzenie na twarz kobiety może zmienić jego całą przyszłość"

* Cyt za: Y. F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, przeł. A. Morawińska, Warszawa 1987, s. 230.

bez tytułu

Mary McCarthy*: "Dwóch rybaków ciągnących sieć na brzegu morza, to wydaje się naturalne, ale dwóch poetów spacerujących razem po plaży, to byłoby dziwne - o jedną samotność za dużo"


*The writing on the wall, New York 1970, s. 203 (cyt. za: Y. F. Tuan, Przestrzeń i miejsce, s. 84).

Banksy

widzisz motyw przewodni?


Banksy Graffiti,Banksy

28.12.2010

sztuka z zepsutych kostek rubika

czyli wyjście przez sklep z pamiątkami.
ironicznie o sztuce, która sama staje się ironią. czasów.
podrobione funty z Lady Di - cudowne.
narracja mister brainwasha (mbw) - bajeczna.
"zmieniłem elvisa, miał gitarę, a ja dałem mu zabawkę od fisher price i ten kawałek nosi tytuł don't be cruel"
bat-papi 1893 - before Batman ;p (ojciec dziadka dziadka batmana)
kolo, który malował na ulicach cienie, też jest co najmniej interesujący :)
a to parę pesteczek:
"gość chciał zrobić dokument o mnie, ale był bardziej interesujący niż ja"
"miałem magazyn pełen stosów tych ciuchów, kupowałem to po 50 dolarów, rzeczy które różniły się szyciem, nazywałem je dizajnerskimi"
"filmowałem filmowałem filmowałem i filmowałem siebie filmującego"



Wyjście przez sklep z pamiątkami






27.12.2010

Caramel


jestem zachwycona.
kobieta-reżyser, to po pierwsze. i wszystko inne z pierwszego wynika. przepiękne zdjęcia, muzyka i klimat. śródziemnomorska przyjemność nie tylko dla kobiet. acz chyba przede wszystkim.

eagle vs shark

czyli kolejna perła z serii wyśnionych miłości.
tutaj rysia się nie pomyliła i jak najbardziej film chwycił. powiem więcej: bardzo chwycił.
po obejrzeniu filmu zaczynam się zastanawiać, za jakie zwierzę bym się przebrała na animal party i z przykrością stwierdzam, że nie wiem. niemniej dobrze mi dzisiaj ze świadomością, że każdy orzeł znajdzie swojego rekina i że warto. czasami nie ustępować. a czasami nie. bo w życiu inaczej niż w filmie: da się pociąć i skrócić. ale nigdy cofnąć. ot cała tania mądrość.



26.12.2010

popołudnie czas zacząć

to nie jest normalne, żeby dzień zaczynać od południa. ale ja od paru dni właśnie go tak zaczynam i nie mogę powiedzieć, że to nie jest przyjemne. jestem w klimacie wyśnionych miłości. i jeśli ktoś kiedykolwiek poczuł się oderwany od życia, choćby na miligram sekundy, ten wie. film i poezja to moje świąteczne wierzchołki. alleluja nowonarodzonej wenie.
do wieczora poezja.
po wieczora films.
in-between cats.
jest więcej niż znośnie.

rysia rusza do wielkiego miasta

no i tak się złożyło, że rysię znowu zawiało. to ważne, żeby tak zostać przewianym raz na jakiś czas. stopy nie przyrastają do ziemi. serce przestaje wtedy tłoczyć krew i udaje, że jest motylem. chce ulecieć gdzieś poza swoje blaszki ścienne, bo myśli, że jak pofrunie i się przewietrzy, to będzie dłużej żyło. gra warta jest świeczki. przyznaję. ale przecież to niemądre tak wierzyć w motyle. w krasnale? może. w anioły? niech będzie. ale w motyle? o ile o tyle. to za wiele.

warto

być dobrym dla drugiego
człowieka
z jednej prostej przyczyny
bo nie warto
nie być.

*no tak. z innych przyczyn też.

25.12.2010

lars and the real girl

kolejny film z cyklu: wyśnione miłości.
ładnie.
bardzo ładnie.


bóle migreny i sonaty

czyli z polecenia rysi duża dawka młodego kanadyjskiego kina.
piękne zdjęcia i naprawdę zachwycająco opowiedziana historia.
wyśniona miłość to jedno z najbardziej dramatycznych uczuć.
bardziej ekscytująca od realnej i niestety często prawdziwsza. kto nie widział, nie zasysa.
bo czyż to prawda czy nieprawda, że Jedyną prawdą jest miłość wykraczająca poza rozum?



Les Amours Imaginaires Picture 3
Les Amours Imaginaires Picture 1
Les Amours Imaginaires Picture 5

23.12.2010

z najlepszymi życzeniami Wesołych!

naprawdę dobry kawałek :)

home-made gifts

idea home-made presents po skończeniu dwunastego roku życia wydaje się niewykonalna. szczególnie dla osób z wysokim upośledzeniem manualnym, niecierpliwych i mało rozgarniętych plastycznie - jak ja. a zatem pomysł robienia sobie prezentów na święta, który przecież wyszedł ode mnie, szybko zaczął mi spędzać sen z powiek. no i kiedy już w końcu wymyśliłam co zrobię, toteż zrobiłam. i tak powstał takzwany prezent wydrukowany.


wymiana prezentów odbyła się oficjalnie wczoraj wieczorem, w artystycznym gliwickim klubie (sic!) i okazało się, że nie tylko ja mam wątpliwości, co do poziomu artystycznego swojego giftu. M. nawet kombinował, jakby tu zachować anonimowość, żeby K. nie zorientowała się, że ten bałwanek z modeliny jest od niego. postanowiliśmy jednak przyjąć wstyd na klatę i otwarcie powiedzieć, kto co dla kogo zrobił, przeprosić i wyrazić mocne postanowienie poprawy. paranoidalne zachowania okazały się jednak niepotrzebne, gdyż prezenty przeszły najśmielsze oczekiwania wszystkich zgromadzonych (bo i był pomysł, i artystyczne wykonanie, i humor i nawet ździebełko filozofii). tak więc z bogatej palety gadżetów ja dostałam przecudowny naszyjnik z makaronu, który nie tylko może być ozdobą, ale i  przekąską w czasie długich godzin lekcyjnych. M. ode mnie otrzymał dyplom za wyjątkowe dramatyczne wykonanie wiersza i tenże wiersz w antyramie osobno. był też wspomniany bałwanek z modeliny (który jak się później dowiedzieliśmy, w czasie wypalania mógł spalić cały dom). był bałwanek z mozzarelli i kawałkami kostki rosołowej w kształcie guziczków. była wyszydełkowana choinka (co prawda K. zmusił młodszą siostrę, żeby mu to wydziergała, ale ponieważ sam przykleił na szczycide gwiazdkę z papieru i tymże personalnym akcentem ujął A. za serce). no i oczywiście gift no 1 koszulka z nadrukiem: pear with hair, czyli koncept sytuacyjny tylko dla wtajemniczonych. reasumując: było przecudnie i za rok kolejne home-made presents. jeśli dotrwamy.

20.12.2010

amol

czoło w tonice a.
migrena tańczy i śpiewa.

18.12.2010

the X factor

można wejść dwa trzy cztery razy do tej samej rzeki. można.
tylko po co.
skoro w innej jest to samo
a nawet więcej
:-)

chudzik

nie chce jeść.
shit
shit
shit

pełnia

nie ma nic pociągającego w porannym bólu głowy, poza ciągnącym się niezadowoleniem już od brzasku.
nie jest to gorączka przedświąteczna, ale migrenowe świniobicie. jakby ci ktoś powolnym ruchem dokręcał śrubki w zwojach mózgowych i z każdym kolejnym dokręceniem ból staje się bardziej tępy i nieznośny.
cieszę się, że ten tydzień dobiega końca, zakwalifikowałabym go do wyjątkowo paskudnych. a poranny migrenowy ucisk tylko dopełnia dna. tak. zdaję sobie sprawę, że jestem ostatnio marudą pełną dópą.

17.12.2010

bez tytułu

paznokcie w kolorze fuksji i świetlisty mróz za oknem. jedyny kontrast dla dzisiejszego popołudnia, które jakby zawisło w powietrzu. właśnie wbija się dwunasta. czeka na mnie kara w bibliotece i kashianka w hipnozie. ponadto, muszę zająć się miastem, które wciąż książkami zalega na podłodze. jest dość sennie, chociaż tyle do zrobienia.
off we go.

16.12.2010

dlaczego piszę

pewnie dlatego, że bardzo rzadko czytam to, co napiszę.
bo zaraz się chce skreślać, poprawiać i najgorsze:
to ciągłe uczucie że to kiepskie
very kiepskie

15.12.2010

z wieczornych zasłyszanych

- Czego w sobie nie lubisz?
- C(i)ałokształtu

13.12.2010

13

zaciągnięty
zamarznięty
ręczny
odtajał

jeszcze trochę ponad 12 godzin
do końca

11.12.2010

sopel

coraz większa śnieżyca.
rysia zakopuje się po pas i na próżno przekonywać ją, że to tylko śnieg, stopnieje i że przyjdzie wiosna. bo przecież zawsze przychodzi. ja szukam weny. jak zwykle i jak zawsze. w żółtej piżamie kontrastuję z białym soplem. jedno z nas kiedyś spadnie. ale przez najbliższy tydzień oboje wisimy. ja przed kompem. on za oknem.

7.12.2010

samo

tność
trudno udźwignąć w chwilach kryzysu.
F. sypia na kanapie, bo łóżko w sypialni jest za duże. przypomina mu o żonie, która odeszła. o szczęściu, które zatrzymało się w pół drogi.
M. płacze do monitora, bo nie może dotknąć. dzielą ich całe kilometry pikseli i wielkie bagaże doświadczeń.
I. trzyma się całą sobą, nie puszcza. wie, że będzie dobrze.
wieczór przykrych wyznań.
i szczerych więzi.
życie jak zima
czasami zacina.

6.12.2010

mam szafę

ale i tak wszystko wisi na półkach, drzwiach i leży na podłodze. nie mówiąc o książkach, które zalewają kąty. i tak patrzę na te wieszaki i sobie myślę, jakie to przykre tak wisieć. niby w pogotowiu, bo może ubiorę, ale częściej z braku miejsca, bo za długie i w szafie się nie mieści. każdy, kto wchodzi do mojego pokoju, pyta czy nie mam szafy w domu. odpowiadam że mam i proponuję herbatę albo kawę. a teraz patrzę sobie na ten biały wełniany bezrękawnik i zastanawiam się, o czym myślą, bo na pewno myślą, rzeczy. taki długopis na przykład myśli sobie, kiedy nałożę na niego zatyczkę i stanie się w końcu kompletny. lakier do paznokci zapewne chce dołączyć do reszty, do łazienki. a tykwa z yerbą na pewno chce już zejść z parapetu i storczykom z oczu. mój kingstone 4 giga na pewno chce już się wydostać z portu usb, w końcu to już trzy miesiące i wciąż tam siedzi. ksiązki na pewno chcą z podłogi na szafkę. torebka z tapczanu na podłogę. i tak każdy chce czegoś innego. podłogo, błogosław!

jest odwilż

jest dobrze.
się skrapla i już można parkować, bez ryzyka zerwania zawieszenia.
dzisiaj jeszcze corsunia utknęła, no ale św. mikołaj powiedział, że to już ostatni raz.
a na mikołaja różowy płyn do spryskiwaczy.
-22
aleeee wypaaaas
pink wypas

4.12.2010

piszę o tym, co jest pod ręką

czyli o niczym.
osłabłam ze swoich natchnień. codziennie weryfikuję swoją przeszłość i dochodzę do wniosku, że tęsknoty to moje gwoździe do trumny. codziennie przybijam się do drzewa niespełnionych nadziei i źle ulokowanych oddechów. rozjechał się ten czas. całkowicie. dobrze wiem, kim jestem, ale zapominam, kim nie jestem. niektóre przypominania niosą ze sobą przyjemność, inne grożą śmiercią. samobójczą. czas niebieskich migdałów bezpowrotnie minął. białoszewski wyciągał z pamięci nieszkodliwe bomby, które już go nie zabijały. mnie niestety wciąż trafiają. afiają.fiają.ają.ją.ą.

w stanie podwyższonej euforii

od rana.