30.01.2011

bez tytułu. łapię sen.

od pewnego czasu nie mogę spać.
i jest to równie mało ważne, jak ten wpis, który niczym się nie broni.
ale są jeszcze konwersacje z panem od historii.
o muzyce życiu i lekcji, żeby niczego nie żałować
(ta jest najtrudniejsza)

28.01.2011

czarny blues o czwartej nad ranem

blu
s

prze -

- rzutnia.
czyli moje spojrzenie na świat.

25.01.2011

pierwsze mailowe reklamowe walentynkowe maile

zaczynają przychodzić.
no to jak przychodzą, to sobie coś wybrałam.
poproszę taki kubek
pochodzi z zestawu Single Set z miękkimi krągłościami w stylu retro. no chyba mówi sam za siebie :)

dyskurs wyzwoleńczy*

pewnego razy michel foucault spotkał się z pierre boulez, żeby porozmawiać o sensie nowej muzyki. foucault mówił wtedy rzeczy, które wypowiadam dziś z pełnym przekonaniem. mówił, że wszelkiej muzyce przyznaje się dziś prawo do istnienia i to prawo postrzega się jako znak równowartości. boulez zgodził się i powiedział, że typową cechą naszych czasów jest "powszechna niechęć do zajęcia stanowiska". wszystkie kategoryczne opinie przyjmowane są jako hitleryzm wrodzony. godzenie się na wszystko tworzy stan "liberalnej wspaniałomyślności". przyjmuje się, że "wszystko jest dobre, nic nie jest złe; nie ma żadnych wartości, i wszyscy są zadowoleni". taki dyskurs "wzmacnia mury gett, pociesza ludzi świadomych, że w getcie się znaleźli, szczególnie gdy od czasu do czasu dane im jest odwiedzić getta innych ludzi". granice tolerancji rozszerzają się i nie jest to zjawisko pozytywne. "nietolerancja może zabijać, ale tolerancja, skądinąd mniej okrutna, separuje". dlatego znaczenie myśli jest wciąż na wagę złota.


*zob. więcej Z. Bauman, Ponowoczesność jako źródło cierpień

24.01.2011

i jeszcze na moment Eric Fischl

i seksualność amerykańskich kobiet l. 80., znudzonych życiem na przedmieściach. osamotnionych.




August Renoir mówił:

"maluję swoim penisem".
i zobacz czy można kobietę namalować piękniej


chałwa o 3 nad ranem

smakuje najlepiej.

g2

rysia nadaje teraz na falach wi-fi, z przewagą fi. mówię jej ciągle, że to nie jest dobra gama. ale mnie nie słucha. zresztą nie dziwię się. ja też jej nie słucham. a tak poważnie, to zawsze się razem trzymamy i słuchamy.
jeśli chodzi o mnie, to wciąż synestezyjne rozproszenie. dzisiaj perlmana zastąpił brahms i nowa obsesja w postaci piano sonata no 1 in c major op 1 III scherzo allegro moloto e con fuoco
la di da la di da
a no i jeszcze najważniejszy punkt dnia, właściwie już jest jutro, ale ja wciąż jestem wczorajsza. a więc, pracowałam dziś nad punktem g, g2 co prawda, ale też było dużo zabawy.
zabawy na niby.

23.01.2011

bez tytułu. gubię myśli.

igi mówi do mnie że woli szybko ładnie i wesoło
a ja od paru dni rozsłuchuję się w perlmanie
i stawiam cały świat na swojej głowie
bo przecież "najplastyczniejszym opisem chleba jest opis głodu"
[chciałabym coś jeszcze napisać, ale z wszystkiego opadłam. z siebieprzede
wszystkim]

22.01.2011

synestezyjne rozproszenie*

piszę czytam słucham oglądam
natłok spraw i wrażeń
jeszcze nie gotuję nie szydełkuję nie maluję nie rzeźbię i nie śpiewam
ale kto wie - żyję teraz w pięknym synestezyjnym rozproszeniu
ciało-kolaż zastąpiło ciało-podarte, pokiereszowane i zdeformowane
homohappilus niech trwa


*inspiracja MP :)

21.01.2011

Kochany panie Balzac

sobota. 2 nad ranem. a w radiu: http://dano2005.wrzuta.pl/audio/63tzYnbpRM4/irena_santor_-_wakacje_w_barcelonie_2010
i zaraz parę minut później: http://www.youtube.com/watch?v=x6G1QeI6N3c
i uwierz albo nie
spodobało mi się ponad stan.
*
"w wieku trzydziestu lat
czyli na krok przed starością"
*

20.01.2011

koko-roko

adobe reader zaczyna mi się już po nocach śnić.
the file is corrupted prześladuje mnie z jakimś chorym zadowoleniem.
a ja wariuję, bo oczywiście nie umiem się opanować.
opanowanie nie leży w mojej naturze.
nic mi nie leży ostatnio.
a wręcz przeciwnie wszystko stoi. wszystko jest corrupted.
shlak-by-to

19.01.2011

rozważania późną porą

rysia ma ochotę na nic z kimś.
ja mam ochotę na wszystko z kimś.
tylko jeszcze nie wiem z kim.
a nawet jeśli wiem z kim.
to i tak chyba już za późno.
więc zostańmy przy tym że nie wiem.
a zatem
rysia ma ochotę na nic z kimś
ja mam ochotę na wszystko z nie-wiem-kim
Trzy dni
głodzę swój brzuch
żeby nauczył się
jeść słońce.*

*a. świrszczyńska

bez tytułu

szczęśliwa jak psi ogon*


*a. świrszczyńska

bez tytułu. udaję, że składam myśli.

to jeszcze dwa zdania o wczorajszym filmie.
myślę, że nie można było tego lepiej zrobić.
forma współgra z treścią. fantasmagoryczność przeplata się autentycznością. obrazów słów i muzyki rozsypanych w mozaice znaczeń nawet nie starasz się pozbierać.bo to niepotrzebne. wiesz, że fragment jest częścią całości. i wiesz, że całość jest nie do pochwycenia.


Według reżysera: "As Gould was such a complex character, the biggest problem was to find a way to look at his work and deal with his visions. The film is built of fragments, each one trying to capture an aspect of Gould. There is no way of putting Gould in one box. The film gives the viewer 32 impressions of him. I didn't want to reduce him to one dimension."

thirty two thort films about glenn gould

"I don't know what the effective ratio would be but I've always had a sort of intuition that for every hour you spend with other human beings, you need X number of hours alone. Now what that X represents, I don't really know, whether it be 2 and 7/8ths or 7 and 2/8ths, but it's a substantial ratio".


"In the fall of 1977, the US government sent two ships, Voyagers 1 and 2, into space, where they are eventually destined to reach the edge of our galaxy. In the hope that someone, somewhere, would intercept these craft, a variety of messages were placed on board, that would be capable of communicating the existence of an intelligent creature, living on a planet called Earth. Among these was included a short prelude by Johann Sebastian Bach, as performed by Glenn Gould. Voyagers 1 and 2 left our solar system, respectively, in 1987 and 1989"


***
po obejrzeniu filmu:
I am in love with Glenn :)
I seriously am
***
reszta jutro
nie umiem się zebrać



18.01.2011

kontemplacja

ja znów o sobie rosnąco.

Lenin jest ze mną
I Chrystus jest ze mną
I Che jest ze mną
I Suzuki jest ze mną
I Micke Jagger jest ze mną
(J. Kronhold)

a co.
i  może jeszcze
Dawkins jest z mną
i ja sama jestem z sobą
a wieczorem Glenn Gould będzie ze mną
a to co było się nie liczy :)

17.01.2011

pamukowe w tłumaczniu

no i mam w tłumaczeniu:
"It was the happiest moment of my life, though I didn't know it. Had I known, had I cherished this gift, would everything have turned out differently? Yes, if I had recognized this instant of perfect happiness, I would have held it fast and never let it slip away"


oj tak.

16.01.2011

bardzo luźne porównanie

właśnie obejrzałam przeboje i podboje, choć wolę trzymać się oryginalnego tytuły (high fidelity), brzmi dostojniej i zdecydowanie mniej multipleksowo. film w porządku. ulubiony cytat:


Barry: What's her name?
Dick: Anna.
Barry:Anna? Anaconda?
Dick: Anna Moss.
(w kontekście brzmi zabawniej: :)


załadowałam także soundtracka, całkiem przyjemny, a to co mi się skojarzyło:
File:HighfidelityDVD.jpg
podobieństwo tylko na okładce rzecz jasna :)
o ile w ogóle :)

bez tytułu. słucham.

"That nut's a genius"

15.01.2011

bez tytułu. kradnę myśli. stan rozpadu codziennego

"oprócz życia i śmierci (albo poza życiem i śmiercią) jest trzeci stan: konania, codziennego - postępującego raz powoli, stopniowo, w sposób ciągły, to skokami - rozpadu" (a. wat, moralia, w: dziennik bez samogłosek).

kalejdoskop - kosmos Pascala

jest taki przedmiot z mojego dzieciństwa, w którym ukrywa się magiczny zachwyt. taka rzecz, która zawiera w sobie całą metafizyczną niewiadomą, dostępną tylko dziecku w wieku siedmiu lat. kolorowa tubka do oglądania kolorowych szkiełek. zabawka. zwierciadło moich dziecięcych radości. kruchy dźwięk przesypujących się kolejno zaklęć. są takie przedmioty, do których nie powinno się powracać. drugi raz użyte tracą swoją czarodziejską formułę. i kalejdoskop jest jednym z nich. utrzymuje ważność tylko w pamięci.jest wolnością, czystością, wewnętrzną swobodą. spożyty później, traci status azylu doskonałego. "Dziecko otoczone jest mnogością wir­tualnych światów, całkowicie obcy jest mu kosmos Pascala, zesztywniały w zegarowym chodzie trup, miarowo ruchliwy", pisał lem. i mam momentalne wrażenie, że kalejdoskop roku 1990 jest moją dziecięcą wizją kosmosu, megagalaktyką barwinków, gwiazdowym tekstem. już dzisiaj nie do odczytania.




bez tytułu. czeszę myśli.

na całe niemałe moje szczęście zaczyna się tydzień, a właściwie ich dwa, na doprowadzenie weny do końca. no i zaczynam odliczać. zawsze tylko odliczam. i zawsze rachunek wychodzi ujemny. bo nawet jeśli zdążę. coś innego umyka.
czternaście dni czas zacząć.

14.01.2011

bez tytułu. kradnę myśli.

"Pociągająca jest myśl o Stwórcy, który się po prostu bawił, lecz wchodzimy tu w błędne koło: wyobrażamy go sobie złośliwym nie przez to, że nas takimi uczynił, ale przez to, że sami tacy jesteśmy" (s. lem, głos pana)


nic ciekawszego dzisiaj nie wyczytałam.
zresztą
nie tylko dzisiaj.

12.01.2011

g. g. marquez: kronika zapowiedzianej śmierci

pierwsza:
"W dniu, w którym miał zostać zabity, Santiago Nasar wstał o piątej trzydzieści rano, chcąc zdążyć na uroczystość powitania statku wiozącego biskupa".


całkiem ciekawie.
choć na pewno nie top five.





11.01.2011

już wkrótce przejdziesz na nowy profil

pikselami mi ekran grozi.
i nie wiem czy mam się bać czy z pokorą dolę swą przyjąć. bo wszystko co stare, szybko się kończy. a profil wietrzeje najszybciej. wiadomo.
*
jest ciemna, zimna noc styczniowa i mój stary profil zanika.
*
"Dwie pachnące dżinem łzy spłynęły mu wolno po policzkach. Ale wszystko już było dobrze, wreszcie było dobrze; walka się skończyła. Odniósł zwycięstwo nad samym sobą. Kochał Wielkiego Brata"
*
pozostaje jednak nadzieja, że wyjdę z tego zamieszania z twarzą.
lem niegdyś napisał: "[...] mając w sześćdziesiątym drugim roku życia dwadzieścia osiem woluminów poświęconych własnej osobie, pozostaję doskonale nieznany". ja z kolei, w dwudziestym ósmym roku życia posiadam (już prawię) całkiem nowy własny profil, pozostając doskonale znana z imienia nazwiska i liczby znajomych.

dziura w dupie

czyli: *

---
ale to już było.
właśnie igi mi o tym przypomniał.



dziura w dupie, czyli żegnaj czarny poniedziałku :)
bo przecież nigdy nie wiesz z której strony nadejdzie inspiracja. wiesz na pewno, że szybko wyjdzie ci bokiem. ale zgodnie z dewizą: jeśli stoi to nie upadnie i jeśli siedzi to nie leży, wszystko może się przyzdarzyć. i nawet dupa może zmienić swoją dziurę, a dziura dupę. choć głupi to pomysł. co tu dużo mówić. i jak pisał mistrz:

Pomysł
dojrzewa
ruchomy
ale ogrzewa
ale stromy
pan z niego spada
      
      

 no i spadłam.
pach
*

9.01.2011

pamukowe pierwsze zdanie

przepiękne.


"To była najszczęśliwsza chwila w moim życiu, a ja nawet o tym nie wiedziałem"


i dalej:


"Czy gdybym wiedział, zdołałbym to szczęście zatrzymać? Czy wszystko potoczyłoby się inaczej? Tak. Gdybym się zorientował, że to najcudowniejszy moment w moim życiu, nie pozwoliłbym uciec szczęściu. Ta złota chwila napełniająca duszę i ciało głębokim spokojem trwała zaledwie kilka sekund, jednak mnie wydawało się, że upłynęły godziny, lata."


i na końcu:



"- To są moje ostatnie słowa w książce, niech pan ich nie zapomni...
- Nie zapomnę
Ucałował czule zdjęcie Fusun i ostrożnie umieścił w kieszeni na piersi. A potem uśmiechnął się do mnie tryumfująco.
- Wszyscy powinni wiedzieć, że miałem bardzo szczęśliwe życie."

żałujmy straconych chwil. najlepsze wcale nie musi być przed nami. ale nawet jeśli nie będzie, dobrze wiedzieć, że i tak możemy mieć 
bardzo szczęśliwie życie.



mount athos

jest takie miejsce w grecji, które nazywa się mount athos. półwysep mnichów prawosławnych, którzy chcą być bliżej boga. i dalej człowieka. tylko mężczyźni mogą odwiedzić to miejsce, i może ich być tylko dziesięciu w ciągu jednego dnia. muszą zdążyć na łódkę, która odpływa codziennie o godzinie szóstej rano i prowadzi ich do monastycznego raju krat, w którym dwadzieścia klasztorów strzeże wspólnoty. jeśli bracia przyjmą ciebie - bo nie mnie - do swojego klasztoru, możesz spędzić w nim tylko jeden dzień. na półwyspie możesz być tych dni w sumie cztery. jesz tylko jeden posiłek dziennie. zaczynach i kończysz razem z mnichami. musisz się śpieszyć. i lepiej, jeśli będziesz się modlił. a jeśli nie, jarrett zrobi to za ciebie [tutaj]
mount-athos
Interior of Mount Athos Monastery where no woman
has stepped foot since the 11th Century.


8.01.2011

Meduzy

"triumf izraelskiej kinematografii"[zobacz sobie]
poezja.



poczucie

że jest dobrze
czyli popołudnie z igimastrem

1984

no i przypomniało mi się wtedy
jedna z najlepszych opening lines w literaturze:

It was a bright cold day in April, and the clocks were striking thirteen


busy as hell

nawet nie wiem, kiedy się ten tydzień zaczął, a już się kończy.
myślę, że śmiało mogę nazwać go jednym z bardziej inspirujących. 
aż strach pomyśleć, że na całym świecie jest tyle interesujących ludzi, a ty masz okazję spotkać tylko niewielu (if you're lucky). jeszcze nie wiem jak o tym wszystkim napisać, ale pewnie wkrótce coś ukulam - jak zwykle - nieczytelnie. It's obvious :)
no na razie to tyle.
więcej się nie da

2.01.2011

kontrola oddechu dnia

"Dziennik nie na pokaz pomyślany, ale jako kontrola oddechu dnia", Józef Czapski o swoim dzienniku.
ładne.
ładnie tak nazwać swój dziennik: wyrwane strony.
bo chyba wszystko co najważniejsze umyka spisaniu.
tak jakby kontrola myśli uruchamiała wielką zasuwę po każdorazowym przebłysku.
a także, to poczucie że zawsze chce się skreślać i dopisać
i wyrwać i zapomnieć, że się takie głupstwa napisało.
myślę, że ten blog może być również - by nie puszyć się, mówiąc, że jest - kontrolą oddechu mojego dnia.
i moich uciekających dni.
i minionych.
i zapomnianych i powracających w uszczerbionych wspomnieniach.
których nie obejmuje reklamacja.

karnet na rok

chciałabym dostać karnet
na nowy rok
ze zniżką na niespełnione nadzieje i popełnione ponownie błędy
i rabatem na zakupione niepotrzebne rzeczy
i upustem na miłość, która zawsze się przyda
i z malutkim nieczytelnym drukiem na tematy tylko mnie interesujące
a po sezonie niech mi będzie wolno
nie wywiązać się z postanowień
noworocznych

1.01.2011

Po prostu razem

i tak się zaczął mój nowy całkiem rok.
poczuciem wstydu i łzawą refleksją.
i filmem, który po raz kolejny uruchomił moje wyśnione poczucie miłości.
w takich klimatach czuję się najlepiej.
nic się nie zmieniło w tym nowy całkiem roku.