29.04.2012

jak się zdradza człowieka, który jest mężczyzną twojego życia

zawsze było mi z tym trudno, ale człowiek wypiera róże rzeczy. kiedy chce o czymś zapomnieć, daje sobie znowu szansę i wyzerowuje licznik grzechów. i mnie się to udawało, bo ten mechanizm wyparcia jest u mnie bardzo silny

jak po osiemnastu latach mówi się do widzenia?

z płaczem.
rozstanie z kimś tak bliskim jest jak odcięcie sobie kawałka ciała, straszne. dopiero wtedy człowiek sobie uświadamia, jak bardzo się zaangażował. dopiero wtedy widzi, że żył w absolutnej symbiozie z drugim człowiekiem, który mu stwarzał świat i był jego powietrzem.
*
- to nie moje. to jacek poniedziałek w wywiadzie książkowym spowiada się, w jaki sposób wychodzi się z cienia. mówi o życiu. geja w polsce. artysty w polsce. celebryty w polsce. niewybitne. ale ciekawe. na pewno zastanawia. jak to jest, gdy mężczyzna kocha mężczyznę. i proste fakty przemyślenia, jak to: jak raz spotkasz w życiu kogoś wyjątkowego, to nie ma pewności, że to się stanie ponownie. trzeba będzie iść na jakiś kompromis.
- trochę wzruszają. piszę trochę, bo gupio napisać, że takie gupoty, targają.
totalnie.

28.04.2012

ile prądu pobiera się na standby?*

i tak przeleżało się z godzinę w łóżku. z otwartymi oczami i słońcem w źrenicach. natłok obrazów nie pozwolił wstać. przełączona na tryb standby czekam. aż mnie w końcu odłączą lub włączą. do czegoś nie wiem jeszcze czego ale innego, o, o wiele innego - niż to. a przede mną obrazy nie zakończonych spraw. źle zakończonych spraw. zakończonych spraw. obrazy ślubów i wesel. wszystko fajne to, czego nie mamy. wszędzie fajnie tam, gdzie nas nie ma. każdy fajny ten, kogo nie znamy. itakdalej i bezsera. w końcu się wstało. umyło ubrało.
czas na ślub.

*dużo prądu pobiera się na standby.

27.04.2012

teorie

cek ma teorię, że choroba nerek może nie być chorobą podstawową.

miś ma teorię, że masz jej w ogóle nie obchodzi.

tyś ma teorię, że ech się przestraszył i poszedł po rozum do krowy

śka ma teorię, że będzie dziewczyna i da jej na imię hania

ja ma teorię, ale zachowa ją dla siebie.
siebie jest wdzięczne.

24.04.2012

elżunia

szpital jest duży. biały. jak grochy na jej szarym szlafroku. pod szlafrokiem kawałek różowej koszulki, która przełamuje szarość ostrym kontrastem. siedzę z nią przy stoliku i rozmawiam o życiu. surowa przestrzeń szpitalnego korytarza z którego skoszono uśmiech i wykarczowano radość, uderza nas niepokojem. siedzimy przy automatach z gorącymi napojami. za nami kawałek okna. przed nami dwóch monterów naprawia sufit. widać, że nawet płyty sufitowe nie wytrzymują powagi sytuacji. dzieje się chwila ważna. trzynastego w piątek. trzynastego kwietnia w piątek. pojawiła się na świecie elżunia. i zmieniła jej świat na zawsze. "nigdy się nie będę o nikogo i o nic bardziej bać, niż o nią". mówi do mnie emocją, która wwierca się we mnie delikatnością i prawdą. i choć ma zmęczone oczy i zatroskaną twarz, mówi o miłości i wygląda pięknie. tak pięknie, że z zazdrości dławię się w myślach. bo trzeba w końcu w życie uwierzyć. żal nie wierzyć. a żal umiera w zapomnieniu.

you got it all. :*

22.04.2012

pan klapek przyznaje się do winy

dzisiejszej nocy ma szczęście.
jutro wszystko może ulec zmianie.
uderzony w czuły punkt zdziera maski z twarzy. odkrywa karty i kładzie się na stół. rozebrany do naga czeka na ubój. wie że zaczyna coś ważnego. nie wie tylko kiedy. plany się rozwijają. tango fadango. panowie. i do dna.

nieznośna prawda bytu

- chcesz trochę poezji?
- nie bardzo. właśnie się odmóżdżam.
- jest taki wiersz podsiadły, który właśnie
- i idę spać. ostatnio śpię jak dziecko
- znalazłam i spodobał mi się
- co mi się podoba z jednej strony, ale z drugiej to trochę za wcześnie padam
- nazywa się mimo że mamy wstać rano do pracy zamiast spać
- o dwudziestej trzeciej już się ślinię do poduszki
- wspominamy niezwykłe zdarzenia

zaproś swoją dziewczynę


nie trzeba od razu zapraszać na kawę. ciastko. i lody w słońcu śląskiego południa.
zaproś ją do tańca. tańca macabre. a zobaczysz czy dotrzyma kroku. sposób w jaki będzie się obracać. lekkość z jaką będziesz ją prowadził. zdradzi ci na ile o ile - jesteś w nią wpisany.

zawstyd

przeczytałam ostatni wpis i popadłam w zawstyd.
dlatego nie czytam tego, co napisałam.
chce dłużej pożyć.

21.04.2012

więcej o lęku. wysokości.

mnie się podobają takie filmy, w których widać, że reżyser nie oszukuje. i to jest na pewno dobre polskie kino. dorociński świetny. stroiński wybitny. ogólnie to, no. wzrusza mnie to. ale jak sobie teraz czytam niektóre recenzje, to nie wszystkich wzrusza. i już nie wiem kto ma rację.
powiedzmy: ja.
(jaa!)
powiedzmy: grudziądz
(grudziądz!)
bez-senu. lepiej nic nie-mówmy.

20.04.2012

lęk wysokości

minie mów, że nieza powiada się dobrze.

wyłamuje sezę by i wyję jako jot

dobrze że sny nie są jeszcze moją rzeczywistością. realną. niestety sięgam już granicy sennej rozpaczy. i jeśli sen jest odbiciem mojego wewnętrznego koszmaru, to jestem zrozpaczona do kwadratu. pięknie:
Wszystko ma gdzieś swój kres: nawet najdłuższy
smutek. Wzrok więźnie w oknie, jak liść w płocie sadu.
Można napełnić czajnik. Brzęknąć pękiem kluczy.
Samotność jest to człowiek do kwadratu.
(josif brodski, do uranii)
pięknie:

smutek paraliżuje. jak to tak można aż tak bardzo obchodzić siebie.
i wąchać każde kąty i zastanawiać się dlaczego. pusto. głodna, a biorę się za sytą. głupia, a biorę się za mądrą. opcja nr 1: palnąć se łeb. opcja nr 2: też se palnąć w łeb. opcja nr 3: iść spać
i rano se palnąć w łeb.

19.04.2012

bez tytułu. odrywam się. nie wiem czy ze szczęścia.

"nie mogę oderwać od ciebie oczu"
rew rew rwij
dech dech przyj
ty ty tyj
nie wiem czy ze szczęścia.

pre pre prej

"Praise be to Magic Woody Allen Zombie Superman Jesus"




18.04.2012

female jazz musicians

stworzyłam taki folder. wczoraj. w nim ponad sto. plików. dokształcam się jazzowo genderowo.
jazzowe kobiece głosy to dlamnie czarne mocne konary, chroniące myśli przed tandetnym słońcem. to dlamnie. miłość drapana rzęsą po szkle. fascynuje mnie jak kobiecość i męskość splata się w tych głosach jednym jazzującym strumieniem. miękko. świat nie ma kantów. wlewa i przelewa. wle i prze. ewa i ewa.

wzruszająco radosne klasyki


elektryzujące do ko do ko ści


dzień ma za mało liter. nie da się z nie go ułożyć wielu.wiele. kombinacji. bra kuje bra kuje. uje mnie to wszystko tu i tam. ale się nie żalę. bo co się będę żalić. skoro lepiej to wszystko pod skórą trzymać. w wilgoci nie zwiędnie. nie.

wielkie zamieszanie

a podobno europa jest taka mała. ty ty ty
ci

a tu masz. ogrom nas przeraził.

17.04.2012

I got life

cienie snują rozważania

"dlaczego nie zapisywałem każdego dnia mego od chwili gdy nauczyłem się pisać?", zastanawia się gombrowicz. "po co? życie przecieka przez daty, jak woda przez palce". zazdroszczę. oj zacieram się. nie umiem zanurzyć się w życiu. zapisać w skrupulatnej formule. nie umiem pisać o tym, co się zdarzyło. i ta ułomność mi ciąży. nie umiem relacjonować, notować, wspominać. pozostawiam ślady nieczytelne. odbite w mglistej przestrzeni. nie umiem katalogować datować. zastanawia mnie moja krowiość. zaskakuje kociość. zawstydza pisemność. przejmuje do żywego chroniczna niepewność historii. w mule pamięci. ws kale rozważań:

16.04.2012

kanapka piramidka czyli jeszcze o tym samym. tak samo.

o tym jak trójkątna kanapka z szynką, kanapka piramidka, stała się granicą dzielącą mnie od tajemnicy. jeszcze nie pisałam. całe zdarzenie wywróciło mnie trochę z nóg i rąk, bo do tej pory widzę te ciemne korytarze na twarzy człowieka, który przeraził mnie na śmierć i zmienił chwilę mojego życia. już chyba nieraz pisałam o tym, że warto być dobrym. tak mi się zdaje, że pisałam, bo od dawna w to wierzę. i jeśli cokolwiek wyznaję, to zasadę, że warto być dobrym. a ponieważ piszę o tym, w co wierzę, nawet jeśli w to nie wierzę, to na pewno o tym napisałam. zresztą nieważne. ważne jest to, w jaki sposób trójkątna kanapka z szynką stanęła między mną, a losem człowieka skazanego na bez-dach. bez-dom. bez-nic. od paru godzin na bezdechu wspominam ten moment, kiedy z rozpędu wpadłam w ciemny labirynt zmęczonej twarzy i od rana próbuję z niego wyjść.

bez tytułu. stacja paliw.

siedzi przygnieciony życiem, oparty o ścianę, w kącie. toalety publicznej na stacji stat.oil. twarz ma pokrytą ciemnymi korytarzami, w których zbiera się strach. siedzi skulony, podnosząc oczy ciska gromem współczucia. korytarz prowadzący do toalety jest długi, ciepły. stanowi ochronę przed deszczem. życiem. wchodzę do środa, zauważam go i natychmiast ogarnia mnie. przerażenie. idę jeszcze z pięćsześćosiem kroków, mylę męska z damską, chwytam za klamkę, wchodzę do środka i paraliżuje mnie lęk. że wejdzie za mną. i że nikt mnie nie usłyszy. wybiegam. a on siedzi w kącie, patrzy na deszcz i odwraca się leniwie w moim kierunku. wchodzę na stację i kupuję kanapkę z szynką. uznaję, że ta z jajkiem i łososiem nie będzie najlepszym wyborem. podchodzę, przykucam. mówię: "dzień dobry, przyniosłam panu kanapkę". odpowiada natychmiast, głosem szorstkim jak koci język: pyta: "masz ..." i ruchem pokazuje na papierosa. uśmiecham się, mówię, że nie mam i dodaję z wrodzoną sobie głupotą i infantylizmem: "proszę zjeść, kanapka dobrze panu zrobi". odwraca w moją stroną wszystkie ciemne korytarze swojej twarzy i harata powietrze słowami: "bóg zapłać".

12.04.2012

bez tytułu. kiedy wzruszenie sięga seppuku.

kiedy nauczyciel dostaje kopa? kiedy chodzi i wychodzi. prosi i wyprosi. zebrała się w końcu cała piątka. ci co mieli nie jechać, pojadą. ci co mieli jechać, pojadą. kiedy nauczyciel dostaje kopa? kiedy dzwoni do niego wieczorem wzruszony rodzic, mówiąc: "dziękuje, że pani uwierzyła w naszego syna". jedziemy. i mam nadzieję, już bez żadnych zmian.

11.04.2012

nie mam siły na dzisiejszy ciężar pieśni

terminy mnie zabijają. wesele mnie przycisnęło do ściany. miało być z pompą, a będzie po staremu. nawet jednego nowego elementu nie będzie. ale to nieważne. całkowicie naturalnie przeleciało mi to wszystko dziurkami w nosie. choć nie powiem. mąż w stolycy. to by by by by by było dopiero. coś. póki sro, praca wre.

bez tytułu. tłumacz.ę się. ę to ja.

tynia diagnozuje u mje wahania nas.trojów. to ja jej mówie, że nje. że jest cały czas dob.rze. tylko, że chwile są dobre. lub złe. i piszę się wtedy dobrze lub. źle. ale nie ma to nic wspólnego ze średnią moich humorów, które jak nigdy (czyli jak zawsze) mieszczą się wna granicy. a nawet ostatnio trochę wysoko ponad. nadnad. to tyle tynia. ja wjem że ty w ogóle nie oczekiwałaś sprostowania, ale ja mam właśnie chwilę, w której pomyślałam sobie, żeby sprostować coś, czego ty w ogóle nie oczekiwałaś. takie sobie wiosenne o.! w przeciwieństwie to wiosennego i. które jest wyjątkowo irytujące i mje nie zajmuje.

10.04.2012

9.04.2012

to wszystko jest dzisiaj zawarte tutaj

całkowity high. wow. czuję jak mi bazie wyrastają z uszu. w oczach rządzą się żonkile. wio wio. do przodu.
sna sna się własne magnesy. moje przyciągają dzisiaj przedmioty żółte i gorące. nadzieje wielkie i niegasnące. oblepiona całą pozytywną energią świata. kwitnę. na całą swoją przeszłą złość. dość. do przodu. dosyć humorystycznie. dosyć parodystycznie. dobić do brzegu. nie się. dobić do czegoś. nie jego. tyle. motyle.
*
*

poranna bryza

w kotle przygotowań. wyjazdowych. wypełniam szukam wysyłam. to dobrze tak się zerwać. powiedziałabym, że to nawet cudowne jest. ale staram się oduczyć tego słowa. bo na cuda już dzisiaj nie liczymy. uczę się większej spontaniczności. od pewnego czasu przewyższam tym wszystkie rolady z boczkiem i śledzie w marynacie. i uczę się też więcej liczyć na siebie. z mate.matyki zawsze była sła.ba. taki fakt-nie-takt. ale ostatnimi czasy rachunki prawdopodobieństwa wychodzą mi całkiem wysokie. po prostu: zaczyna być dobrze.

8.04.2012

bez tytułu. schiz.

- ja tylko czekam na ciepło
- a ja na miłość
- ja na ciepło, żeby otworzyć sezon plenerowy
- chyba penerowy
- na miłość nie ma co czekać, po co chodzić z rozwarciem na 2 cm. w ogóle, to mnie to schizuje

rozmawiali tak jeszcze z pół godziny, kiedy w końcu wody odeszły i wszystko wyszło na jaw.

letni dom, później... opowiadania

"moja pierwsza i jedyna wizyta u terapeuty kosztowała mnie bransoletkę z czerwonych korali i Ukochanego". tak zaczyna się książka, którą wczoraj przywiozłam z ożarowickiej polany świętego spokoju. autorką jest judith hermann. a książka to zbiór opowiadań. pierwsze opowiadanie to "czerwone korale". i wcale mnie nie porywa. historia Ukochanego z udręczoną twarzą, wytrzeszczonymi rybioszarymi oczami i wypowiadanym w kółko jednym zdaniem: "nie interesuje mnie moja osoba". jest mało ciekawa. w między czasie przychodzą kolejne życzenia świąteczne zamknięte w specjalnych formułach iluś-tam-znakowych. za oknem pada śnieg. w kubku parzy się yerba. formularz-wniosek zaczęty nie skończony. leci takie coś.

7.04.2012

bez tytułu. przez żołądek do świąt.

życzę sobie wesołych kulinarnych świąt. wybierając przydomek tegorocznych świąt kierowałam się potrzebą dwunastnicy i odbytnicy. zrobiłam sernik biały i łososia zapiekanego z czerwonym pesto i czuję się spełniona. no widzisz proszę cię jak to mało po.trzeba. żeby się spełnić w te święta. trochę jajek białek i już. ciach pach wielkie spełnione alleluje.

6.04.2012

wchodzę do głowy

ludzi, których dobrze znam. mam parę słoików takich głów. w każdej tli się coś, co nazywają nadzieją, a tak naprawdę są to zgliszcza gasnących snów. wchodzę do głowy i dosypuję do ognia. dmucham chucham. chłód. w jednej z takich głów widzę ukrzyżowaną wolę i sto śniętych ryb. wchodzę i czynię spustoszenia. mylę obrządek z porządkiem. przestawiam wynoszę unoszę. się. tutaj nic mi nie wychodzi. szybko wychodzę. staram się nie wracać. w innej takiej głowie same rany kłute i cięte. przynoszę bandaże i plastry. zawijam i zwijam. się. w innej głowie strach i lęk. przed życiem. widzę pozamykane okna. niepozmywane naczynia. wyrzuty sumienia i ukryte fobie. przynoszę banany i pomarańcze. stawiam na stole, tytułuję: martwa natura w pokoju z zasłoniętym oknem. w kolejnej głowie uporczywy strach przed samotnością. na ścianach tysiące zdjęć, na podłodze miliony rys. ręce zadrapane od nieumiejętnych wyjść. nogi połamane od dziesiątków skoków w bok. wchodzę i piszę wiersz: nazywa się ewa na imię ma nieżywa. przypominam sobie, że nie umiem pisać wierszy i wychodzę. chcę zająć się czymś innym niż życie niż śmierć. zacząć spadać poziomo. i przestać udawać z myślą o efekcie artystycznym. zacząć udawać bezmyślnie.

co wielkiego w piątek

wielkie sukienkowe nic. w starym się będzie szł.o.
wielkie deserowe coś. sernik biały upieczony. jutro polewa. taki o[tu].
wielkie rozmowy o tym samym. terapeutycznie o.
poza wielkie małe nadzieje na. stare plany o. i tak to sobie kapie. raz w górę raz w dół.


5.04.2012

bez tytułu. weselna zmora.

poszukiwania sukienki sięgnęły dna. złana. siebie.

3.04.2012

ja zastanawia się dla kogo z czego pisze

i dochodzi do wniosku.
dla siebie pisze życie. dla ciebie pisze miłość. siebie jest poważne. stabilne. widzą je jak je piszą. proste okrągłe litery wpadają miękko w głębokie od wiecznego zdziwienia zmarszczki.
ciebie jest niewyraźne. niepoważne. wytęsknione. zaplątane żyłami w kolanach niezdolne do odlotu. wzięło na bark za dużo braku. i teraz jaktu jaktu udźwignąć. się.
*
i dochodzi do wniosku.
z prostego banalnego niespełnienia się.w.w.ielu rzeczach. z żalu. potwornie głębokiego żalu. takiego żalu którego już nawet nie widać, taki jest potworny. taki jest głęboki. świeci w ciemności, nie można spaa.ć. parzy w doopę za dnia. nie można sraa.ć. taka ta poezja ta.nia.ja.w.niej.to.nie.

dziecinada

wokoło.
a u siebie instynktu brak. chyba jem za dużo błonnika. błędnik mi siadł.

2.04.2012

bez tytułu. wymyślam bo we mnie siedzi i we mnie swędzi. się coś.

do muru
swą prośbę wznoszę, żeby mnienie przyparło i żebym głową w niegonie uderzyła i żeby w końcu przystał mniedzie lić. to jest naprawdę wybitnie męczące. zastanawiam się też czy bycie męczącym dla siebie jest równoznaczne z byciem męczącym dla innych. na oddziale neurologicznym mówią, że tak. ale być może nie dosłyszałam. przez ten mur, z cegły parszywy. uderzyłam w niego raz. może dwa, gdy nie patrzyli. a oni od razu że destrukcja. a ja tylko chciałam przycisnąć siebie do mu-ru, żeby nie uciec po raz kolejny przed tym co. wa.żżżżżżżżżżżżżżż.ne. mo-że nie-ważne. trzeba się zacząć w końcu przestać wahać.

przeszłość mnie napada

siedzę i za głowę się łapię, że tak można. w ogóle tak można. rozdrapywać się na pół. i nie ma nawet ćwierć ochoty, żeby o tym pogadać. z kimś. o ciu. l. jaki mur. wykasuje i dzieli mje na pół. je
p
w dół. głową w ciu. l. o mur.

1.04.2012

nie jestem ćmą barową

ani stołem krzesłem butelką barową też nie jestem.
nie jestem atmosferą rozmową muzyką barową. też.
nie jestem barowym spojrzeniem barowym flirtem barowym oddechem ludzi, gubiących w ciemności jasność umysłu.
jest za to barowym dołem niesmakiem i niezadowoleniem.
jestem barowym wyrzutem sumienia, kołkiem i palem na które nabijam się jak w butelkę, za każdym razem idąc tam po cholerę po zarazem po neurozę.
jestem typem kanapowym z marzeniami o dalekiej podroży.
jestem butelką oliwy z czosnkiem i bazylią w kuchni z dużym balkonem.
jestem krzesłem bujanym w sypialni z narożnym oknem.
jestem despotą z mózgową masą plastyczną.
jestem rozmową. z tobą o wszystkim. z sobą o tobie.
z wami o życiu, które kroi mnie na plasterki.
zebrane plastry składa się do beczki.
solą się toczy.
barowy spęd.