to, co leży na sercu
czy
to, co leży na wątrobie?
*(może powinnam zdefiniować pojęcie "ciekawy")
30.06.2010
kurs i kurort
jest pewna lekkość czasu, którą doświadczam od niedawna. nie wiem jak to się dzieje, ale poranki z yerbą i wieczory z kotami wprowadzają do mojego życia brakujący rytm. mam jednak nadzieje, że pierwsze nie jest rakotwórcze, a na drugie nie jestem uczulona, bo niestety cały ten rytm wysypał się ślicznym rumieniem na obu policzkach i teraz jestem - po prostu - miejscowo zaczerwieniona. zamiast wygrzewać się na jakiejś wyspie, powiedzmy greckiej - bo to modne tak po grecku wewakacje sobie poszprechać - to ja leczę wysypkę i kursuje między jednym a drugim planem. w głowie.
28.06.2010
yerba mate
chyba zaczynam się uzależniać od yerby. i choć właśnie sparzyłam sobie język, wciągając za dużo przez bombillę, to już kręci mnie na sam smak kolejnego łyka. wszystko na razie się zgadza: jestem pobudzona i skoncentrowana, oczyszczona i odżywiona i nawet chce mi się to write and to read and to re-write and to re-read, co w moim obecnym postanowieniu jest naprawdę przydatne. tak więc sączę sobie yerbę i zaklinam się w strefie klimatu zwrotnikowego, trochę jeszcze mało jestem zwrotna, ale już niebawem zwrócę na siebie uwagę. może nie zawrócę kijem wisły, ale na pewno sobie w głowie. pamiętajcie tylko, żeby nie zawracać na podwójnej ciągłej, o właśnie takiej ===. wszystko inne jest do zawrócenia, po prostu nie ma takiej gitary, której nie da się zawrócić :-)
26.06.2010
z ostatniej chwili
myślę, że nie trzeba rozwlekać się w słowie, żeby stwierdzić jedną prostą rzecz, że dobrze jest posiedzieć we dwie - nie zawsze we dwoje - i napić się herbaty za ostatni w portfelu grosz.
23.06.2010
czasogroźba
po czterech i pół godzinach zespół do spraw promocji został powołany. mnie to na razie mało podnieca, bo wakacyjne ekscytacje-edukacje się zbliżają. jest plan - (to) - będzie realizacja. innego wyjścia nie. ma.
— ty ty ty ty ty ty ty tyczas paluszkiem grozi
00:11 i po seksie
kto by pomyślał, że dwójka jest lepsza niż jedynka
chyba tyko one drunken jack
and one drunken alex
czas zacząć swoje własne abi zabi /wielokropek/
22.06.2010
życie się gniecie
pisze mistrz.
mistrz pisze, że musi.
ja myślę: wcale nie musi.
ja wolę: niech się nie gniecie.
ja chętnie: potaplam się w małorodnym luzie. tylko żeby ten luz chciał mnie w końcu dosięgnąć. na razie brodzę w nim lekko, zaledwie po kostki. ale to dobrze.
jest na co czekać-
-żeby początków moc nie utonęła: figularnie
mistrz pisze, że musi.
ja myślę: wcale nie musi.
ja wolę: niech się nie gniecie.
ja chętnie: potaplam się w małorodnym luzie. tylko żeby ten luz chciał mnie w końcu dosięgnąć. na razie brodzę w nim lekko, zaledwie po kostki. ale to dobrze.
jest na co czekać-
-żeby początków moc nie utonęła: figularnie
21.06.2010
na oceanie niespokojnym
walki kogutów w porównaniu z dzisiejszą godziną mniejwięcej w pół do siedemnastej to lazurowa punta cana i trzy palemki w kokosie. działo się iście dantejsko, tylko że bez wędrówek po zaświatach, ale za to z jazdą po piaskach. kto wie, ten widział. kto nie widział, ten nie wie. kto nie wdział, a wie, ten kłamie. co się zaś tycz mje, per-sonally, to staram się nie schodzić do piekła, choć znów widzę wszystko tylko w odcieniach koszmarnych szarości. szara eminencja się nie zachwyca, a ja się w ogóle nie cieszę. mówię: jest źle. i liczę na szybki spokój.
20.06.2010
źle
przysłówek nieregularny w stopniu równym i cały wachlarz problemów.
stan podgorączkowy występujący u człowieka, który wciąż popełnia te same błędy.
stan podgorączkowy występujący u człowieka, który wciąż popełnia te same błędy.
prognoza na jutro dla wszystkich niepewnych.
objaw chorobowych myśli i rakotwórczych sytuacji, które toczą życie swoim pokrętnym rytmem.
ogólny stan po przebudzeniu, niewywołany deszczem, ale napadem katastroficznych, sdópywyciongnientych, wizji.
jest wtedy, kiedy nie jest dobrze.
jest wtedy, kiedy ucisk w żołądku zmienia kolor twarzy. wtedy najbardziej przydaje się róż w pudle albo sremie.
czyli godziny przetrawiania odgrzewanych kotletów i konsumpcji wyrzutów sumienia wielkości pięści.
jest rozdrapywać strupki i smutki. pierwsze krwawią, drugie ropieją.
jest dramatyzować z bylegufnjanych powodów...
...maybe, it's not so bad after all.
19.06.2010
słowo to zimny powiew
zaufaj tylko warg splotom
bełkotom niezrozumiałym
gestom w próżni zwisłym
niedoskonałym
no tak z rana turnau ma rację. sobie myślę. wczoraj oddałam się bełkotom namiętniej niż zwykle. i muszę się przyznać do dzikiej radości wypowiadania zdań bez składu i ładu. taki czysty powiew nie do końca czystych myśli. zupełne oderwanie od logicznej całości. jakby ciało stało w miejscu a myśl uleciała chenchen do wielkiego nikąd. za dużo mądrych ksiąg, za mało ciszy. no cóż tu ukrywać dużo, zwiodło mnie wczorajsze wino. i dobrze się stało.
17.06.2010
czasami
czasami są takie dni, które trudno zdiagnozować, a które bolą.
czasami zapomnę sparzyć pomidora przed zjedzeniem i później skórka parzy mi wątrobę.
czasami świeci słońce, a ja mam pochmurny humor i nic się nie da z tym zrobić..
czasami wydam zbyt dużo i później bieduje i biadole, a nigdy się nie nauczę.
czasami zjem trzy kawałki torta, a później zaraz klopsika gołąbka i grzybki na gęsto.
czasami się zapominam, a później żałuję.
czasami inspiracja wpisowa przyjdzie jak dzisiaj, ze strony pięćset sześćdziesiątej czwartej, wiadomo jakiej książki. a może czasami nie wiadomo.
czasami wstaję rano i ustalam w głowie plan na cały dzień, który burzy się już z nadejściem pierwszego lenia.
czasami wkładam buty na obcasie i ludzie mówią: aleś wysoka.
czasami zakładam szeroką spódniczkę i ludzie mówią, że nie można w piżamie do szkoły przychodzić.
czasami mnie ponosi we wszystkim i później czasami żałuje. toznaczy zawsze.
czasami czekam na coś resztkami sił i kiedy właśnie ma się wydarzyć, przechodzi mi ochota i kładę się spać.
czasami kłamię, bo nie chce mi się mówić prawdy.
czasami mówię prawdę, bo nie chce mi się kłamać.
czasami pozwalam sobie na więcej, a czasami nie pozwalam sobie w ogóle i to są najgorsze dni, kiedy trzymam siebie krótko, ale później okazują się najlepsze, bo nje-pshepiepshyuam czasu na byle-psro.
czasami dokonuję błędnych wyborów, ale zawsze usilnie wierzę, że jeszcze kiedyś się sprawdzą.
czasami zauważam, że naprawdę się starzeję, a czasami jak dzisiaj, idąc z mamą na cmentarz myślę sobie, że przyjdą takie dni, że mamy nie będzie. ani mnie. i czasami wydaje mi się to tak paskudnie rzeczywiste, że już do końca dnia, o niczym radosnym nie umiem pomyśleć.
czasami, jak kemal, wiem, że zawszę będę szczęśliwa.
a czasami, jak ja, obawiam się, że to wszystko jest wielka nieprawda.
czasami zapomnę sparzyć pomidora przed zjedzeniem i później skórka parzy mi wątrobę.
czasami świeci słońce, a ja mam pochmurny humor i nic się nie da z tym zrobić..
czasami wydam zbyt dużo i później bieduje i biadole, a nigdy się nie nauczę.
czasami zjem trzy kawałki torta, a później zaraz klopsika gołąbka i grzybki na gęsto.
czasami się zapominam, a później żałuję.
czasami inspiracja wpisowa przyjdzie jak dzisiaj, ze strony pięćset sześćdziesiątej czwartej, wiadomo jakiej książki. a może czasami nie wiadomo.
czasami wstaję rano i ustalam w głowie plan na cały dzień, który burzy się już z nadejściem pierwszego lenia.
czasami wkładam buty na obcasie i ludzie mówią: aleś wysoka.
czasami zakładam szeroką spódniczkę i ludzie mówią, że nie można w piżamie do szkoły przychodzić.
czasami mnie ponosi we wszystkim i później czasami żałuje. toznaczy zawsze.
czasami czekam na coś resztkami sił i kiedy właśnie ma się wydarzyć, przechodzi mi ochota i kładę się spać.
czasami kłamię, bo nie chce mi się mówić prawdy.
czasami mówię prawdę, bo nie chce mi się kłamać.
czasami pozwalam sobie na więcej, a czasami nie pozwalam sobie w ogóle i to są najgorsze dni, kiedy trzymam siebie krótko, ale później okazują się najlepsze, bo nje-pshepiepshyuam czasu na byle-psro.
czasami dokonuję błędnych wyborów, ale zawsze usilnie wierzę, że jeszcze kiedyś się sprawdzą.
czasami zauważam, że naprawdę się starzeję, a czasami jak dzisiaj, idąc z mamą na cmentarz myślę sobie, że przyjdą takie dni, że mamy nie będzie. ani mnie. i czasami wydaje mi się to tak paskudnie rzeczywiste, że już do końca dnia, o niczym radosnym nie umiem pomyśleć.
czasami, jak kemal, wiem, że zawszę będę szczęśliwa.
a czasami, jak ja, obawiam się, że to wszystko jest wielka nieprawda.
16.06.2010
się zaliczy
koty na działce rosną w siłę.
ja rosnę wszerz.
wszystko inne stoi w miejscu.
tylko martiny tuńczykowa sukienka powiewa na wietrze.
to był udany dzień. nobliści zaliczeni, katering zaliczony, szoping zaliczony. wszystko inne się zaliczy.
hopeso.
ja rosnę wszerz.
wszystko inne stoi w miejscu.
tylko martiny tuńczykowa sukienka powiewa na wietrze.
to był udany dzień. nobliści zaliczeni, katering zaliczony, szoping zaliczony. wszystko inne się zaliczy.
hopeso.
15.06.2010
nanieść na skórę i delikatnie wsmarować
balsam nawilżający z bursztynem -
- produkt benedyktyńki, czyli trochę panabogaonskin przed snem.
- produkt benedyktyńki, czyli trochę panabogaonskin przed snem.
życie warte przeżycia
ogólne zamieszanie pod hasłem "noblistów polskich" dobiega końca. jutro kulminacja i życie wraca do dawnego chaosu przed-wakacyjnego. lubię to całe zamieszanie, zmusza mnie myślenia. myślę sobie wtedy, czy lipiec naprawdę będzie deszczowy i czy w sierpniu od żaru popękają wszystkie słoje. wczoraj też pomyślałam, że fajnie byłoby napisać książkę. ot, taką historyję ciekawie opowiedzianą o zupełnie nieciekawych rzeczach. taką no, o życiu. ale później przypomniałam sobie, że zapomniałam o wczorajszej notce na blogu i to wyczerpało moje soki napędowo-literackie. i dobrze. bo, kto by chciał czytać książkę o życiu, skoro na samo życie często nie starcza czasu.
13.06.2010
gun shot czyli wedding pic
wycieczka rowerowa u kashianki była prawdziwym orzeźwieniem na moje zastygłe mięśnie. do tego pstrąg z warzywami, przejażdżka navarą i idylla ożarowicka pełną parą. a wieczorem używki słowne z rysią, dwa pstryczki w nos, parę kuref, chyba dwa hóje i jak się nie mylę: całkiem mały dół. do tego milijiony łedding shotów i jedna złota puenta: każda czeka na swój shot. shit. shot. shit mother fucker fuck shit shot.
12.06.2010
prowadząca donikąd precyzja
o 11:38 dwa samochody zagrzechotały za oknem, jeden raz przejechał pociąg i dwa motory zacharczały. trzy raz spojrzałam na kalendarz znajdujący się w odległości siedemdziesięciu ośmiu centymetrów od laptopa i zrobiłam dwa łyki kawy, stojącej dwanaście centymetrów od myszki logitech, umiejscowionej w odległości pięciu centymetrów od komputera. o 11:39 straciłam wątek, pomyślałam pjepjszenjeulepsze i wróciłam do stambułu. kemal właśnie miał się żenić z fusun...
11.06.2010
pragnienie nie ma szans
w taki upał nie pozostaje nic innego jak tylko cytowanie, czyli przytaczanie cudzej krwi. cytat na dzisiejszy skwar: "pragnienie sztuki jest taką samą chorobą jak miłość".
10.06.2010
muzeum niewinności
w czasie kiedy brazyl robi furorę na balkonie, przyciągając okoliczne cukrówki, ja zaszywam się coraz intensywnej w muzeum niewinności. jest coś tak kosmicznie magicznego w pisarstwie pamuka, co nie pozwala odłożyć książki na dłużej niż godzinę, bo już pętli się w głowie, czy kemal odnajdzie w końcu fusun, czy sibel wytrwa w swojej sztucznej wyrozumiałości, no i jak to się skończy, skoro skończy się szczęściem. ogólnie: fabuła jak z tureckiej telenoweli. ale tylko orhanowe pióro sprawia, że ani na chwilę się nie dłuży, ani na jotę nuży i ani na ułamek sekundy nie jest przewidywalne. cytat na dzisiejsze popołudnie: "życie składa się z nieustannych powtórzeń, ale w końcu wszystko i tak zostaje zapomniane".
8.06.2010
wrażenia z prażenia
słońce mnie przeprażyło z jednej strony bardziej niż z drugiej. teraz jestem bardziej czerwona. ale to nie znaczy, że polskajestnajważniejsza. bo przecież nie jest. ważniejsze jest na przykład to, że jogurt ale owoc, który teraz jem, tak naprawdę smakuje jak budyń. oraz to, że liszaj się zastrupia i każde rozciągnięcie twarzy do samogłoski innej niż o czy u kończy się pęknięciem. naskórka. fenomen pęknięć jest wzniosły. prawie tak wzniosły jak hasło wyborcze kaczyńskiego. czyli, że ani trochę i nawet na jotę.
liszaj
czyli lichen, który można zobaczyć w okolicy gębowej i można też posłuchać tutaj. nie często się zdarza, ale się zdarza, że obie te okolice stykają się, tak jak teraz, w tej oto właśnie chwili mój liszaj otacza elekto-meta-niczna poświata richarda davida jamesa. jest ambient i jest lichen. niczego więcej nie potrzeba.
7.06.2010
aj
uziemiona oprychem twarzowo-wargowym wylatuję nad poziomy.
jutro piony.
trafiony zatopiony.
szach mat.
jutro piony.
trafiony zatopiony.
szach mat.
I am not cosmos
poweekendowe wracanie do spraw bieżących. czyli kolejne krzyżyki w kalendarzu. zabawa przyjemna tylko na pierwszy oka rzut. w oku drugim już widać egzystencjalną pustkę. nie wiem dlaczego skreślam tednif tym kalendarzu, przecież odliczanie dni do jest tylko skreślaniem dni z.
no niestety, życie jest krótkie i niekiedy kończy się śmiercią.
no bardzo veri niestety.
3.06.2010
2.06.2010
no jak to jest. jaktojest.
statystycznie rzecz biorąc, nie każdy człowiek jest "uzdolniony do szczęścia". powinien, ale nie jest. za to wszyscy mają talenta do nieszczęścia. jak to jest, bojaniewiem, że nieszczęście łatwiej jest znaleźć niż szczęście, a przecież to dwa końce tego samego kija.
kija samobija.
kija samobija.
świat przed siódmą
obudzona pierwszy raz od dłuższego czasu, sama przez się, bez budzika, doceniam uroki świataprzedsiódmą. nawet brazyl udaje że śpi, choć jego czarne ptasie oko odbija już deszcz za oknem. no i co z tego, że pada. trawa rośnie. a mój optymizm wcale nie spada, na dowód: ubieram dzisiaj zielone baletki. wsamrazdo brązowej kałuży. i może któraś z kałuż nie będzie miała dna i "zacznę wzlatywać w dół", ja, "z niedoniesionym na powierzchnię krzykiem". no przecież wszystko się może zdarzyć. przecież jest środa. no i pada. a jeśli zobaczycie w kałuży zielone baletki, nie wyciągajcie mnie zbyt szybko. ja tylko szukam chmur. i badam świat przed siódmą.
1.06.2010
MUzyka
uczę się słuchać muzyki. staram się odróżniać bity słabe od mniej słabych. tych dobrych jeszcze nie słyszę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)